Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty

29 sierpnia 2015

Krótki wypad nad Solinę

Witajcie dziewczyny :) Kilka dni była u mnie na blogu cisza, bo miałam bardzo intensywny tydzień. Zaliczyłam nieplanowany wyjazd nad Solinę i dziś byłam na spotkaniu blogerek, o którym na pewno szerzej napiszę niedługo:) 

Tymczasem zapraszam do fotorelacji z Soliny- byłam ostatni raz tam z rodzicami jakieś 13 lat temu także miło było wrócić wspomnieniami do tamtych chwil :)






Mnóstwo uroczych straganów z pamiątkami:

Jestem pozytywnie zaskoczona tymi kłódkami, ponieważ nie wiedziałam, że coś takiego się pojawiło. Aczkolwiek swojej nie dopięłam- nie miałam jej ze sobą, a poza tym coś czuję, że już jestem za stara na takie rzeczy:D



Byłyście tam?:) Jak Wam się podoba?:)

Pozostaje mi jeszcze zrobić relację z Grecji, ale na to będę potrzebowała więcej czasu, którego ostatnio mi brak, więc pojawiła się mała obsuwa czasowa:)

27 października 2014

Włoskie zakupy kosmetyczne + inne zdjęcia

Obiecałam wstawić kilka zdjęć z wakacji nabytków kosmetycznych, więc zaczynamy;) 

KIKO jest dosłownie na każdym kroku, naprawdę nie trzeba się specjalnie starać by na niego wpaść. Podczas pierwszej wizyty kupiłam eyeliner oliwkowy nr 112 Crocodile Green i 30 dniową kurację dla rzęs na noc- oba po 3,90 euro w promocji. Gdy drugi raz zaglądnęłam wpadło mi do koszyka to arcy ciekawe serum rozświetlające do twarzy kupiłam bodajże za 5 euro, ma bardzo przyjemny skład i wizualnie też robi wrażenie, kupiłam też rozświetlający top coat na cienie za 2 euro, akurat byłam przekonana, że kupuję bazę rozświetlającą pod cienie, a potem jak doczytałam co kupiłam to się zdziwiłam;D i ostania rzecz to chabrowy eyeliner nr 106 Electric Blue. Na ten moment żałuję, że nie wzięłam więcej eyelinerów, bo Essence i Catrice już nie robią tak często kolorowych eyelinerów jak kiedyś i pod tym względem jest "bieda" w naszych drogeriach.


LUSH- to było przypadkowe odkrycie, zawsze tylko mogłam sobie podczytywać recenzje na blogach i skrycie marzyć  o wizycie tam ;) Słynny szampon BIG kosztował 17,50 euro i z tej przyczyny nie chciałam ryzykować zakupu, bo nie wiedziałam czy nie wyrzucą mi go na lotnisku z bagażu, a straty takiej kwoty bym nie przeżyła:D Musiałam skupić się na rzeczach, co do których miałam pewność, że przejdą odprawę. Najbardziej oczywiście zaciekawiły mnie szampony w kostce i kupiłam sobie Jumping Juniper, sugerowałam się tylko zapachem, podobnie było w przypadku mydła w kostce, do koszyka wpadła Miranda. Dostałam gratis próbkę kremu do twarzy i książeczkę z informacją o wszystkich produktach- TŻ tak miał dość mojego studiowania jej, że chciał mi ją zabrać:P 

Poza Kiko i Lushem, wpadły mi w oko kosmetyki OMIA, ceny naprawdę mnie zdziwiły 3-4 euro, a w Polsce kosztują znacznie więcej, ale niestety znów samolot pokrzyżował mi plany i tylko zrobiłam zdjęcie:


Planta Optima, której do tej pory nie znałam, a ceny niewysokie i bardzo fajne składy.

Aveeno- dość popularna tam marka, ale już sporo droższa.

Odchodząc od tematyki kosmetycznej muszę przyznać, że uzależniłam się od robienia zdjęć jedzeniu, naprawdę mnie to wciągnęło:D

Mało zachęcające zdjęcie- mam 100 % świadomości, wstawiam je bardziej ku przestrodze :) Widzicie wielki napis na menu na zewnątrz restauracji: PIADA PIZZA i myślicie, koniecznie muszę tego spróbować... Płacicie 8 euro i dostajecie to... Cieniutki placek z szynką parmeńską.

Herbata za 3,5 euro w towarzystwie przeuroczego czajniczka:)

Split, bardzo dobry drink!

 Najlepszy makaron jak jadłam w życiu, mimo, że wyglądał dość niepozornie ;)

 Marocchino z nutellą, niebo w gębie po prostu ;)

Rum z colą i mohito, które miało być dla mnie, ale mi nie smakowało i ostatecznie wypił je mój TŻ.

Piwo pszeniczne, nie przepadam za piwem, ale to wyjątkowo mi smakowało.


Oczywiście nie mogłam nie spróbować pizzy (pomijając tę wariację wyżej), a koło tej witryny nie można było przejść obojętnie.


Kawałek pizzy wycięty ogromnymi nożyczkami z całości, potem znów pocięty na mniejsze kawałki, świetnie to wyglądało, a sama pizza rewelacyjna ;)


I wystawa, która mnie zauroczyła:

A na koniec smutna dla mnie puenta, bo swoje serce zostawiłam we Włoszech, nie tylko chciałabym tam wrócić, a nawet się przeprowadzić:( Gdybym chciała wymienić co mi się tam podobało pisałabym tydzień, nie było nawet jednej rzeczy, która by mnie zaskoczyła negatywnie. Ciepli, pozytywni i roześmiani ludzie, ogrom życzliwości, uśmiech człowiekowi nie schodzi z twarzy w ogóle gdy tam jest :)