Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rosyjskie kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rosyjskie kosmetyki. Pokaż wszystkie posty

17 grudnia 2014

Szampon i balsam na kwiatowym propolisie Babuszki Agafii

Do zakupu balsamu na kwiatowym propolisie zachęciła mnie bardzo pozytywna recenzja Anwen, a wiadomo jak to w życiu bywa do koszyka wskoczył także szampon do wypróbowania :) Z tej dwójki bardziej byłam zadowolona z szamponu, a dlaczego o tym poniżej :)


Opakowanie: pojemność ogromna, bo aż 600 ml i tu zapewne pojawia się pierwsza myśl osoby, która myśli o jego zakupie- kiedy ja to zużyję? Ja z szamponem poradziłam sobie szybko, bo przy moim codziennym myciu skończył się w ciągu 2 miesięcy przeplatając jego używanie z innymi. Odżywkę powoli sobie zużywam, ale końca nie widać :) Oprócz tego, że tak duże opakowanie jest oczywiście nieporęczne to jakościowo też nie jest za dobre, ponieważ odpadła mi ta srebrna "skuwka" która się znajduje na plastikowym otwarciu. Ma otwór typu klik, który w obu przypadkach nie działa tak jak powinien, bo naciskając do oporu pojawia się taki mały otworek, dzięki któremu nie nie mogłam wydostać balsamu i za każdym razem odkręcałam całe otwarcie, a w przypadku szamponu trochę musiałam czekać aż coś wypłynie. 

Zapach: pewno każdy wyobraził sobie piękny kwiatowy zapach i czasem na blogach też spotykam takie opinie, ale dla mnie w przypadku obu tych kosmetyków jest to klimat proszku do prania i płynu do płukania, a takich zapachów bardzo nie lubię :) Na szczęście nie utrzymuje się on na włosach w ogóle.

Konsystencja: szampon jest dość wodnisty, ale nie na tyle by spływał z dłoni zanim go zaaplikujemy na włosy. Balsam jest średnio gęsty.


szampon 

balsam 



Szampon: jak napisałam na wstępie to z niego byłam bardziej zadowolona niż z balsamu, chociaż on sam nie jest na pewno bez wad. Seria ta została nazwana przez producenta jako: "puszystość i lekkość", której ja niestety nie zauważyłam nigdy. Wręcz przeciwnie- szampon ten w połączeniu z odżywką czy maską, która jest trochę bardziej obciążająca powodował u mnie dość mocno przyklapnięte włosy i mogłam go używać tylko z takimi lekkimi. Jeśli chodzi o właściwości myjące to bardzo dobrze radził sobie ze zmywaniem olei, dobrze oczyszczał, nie powodował wypadania włosów czy podrażnienia skalpu. Podsumowując jest to dość średni szampon jakich na pewno używałyście wiele.

Balsam: niestety na moich włosach nie dawał on ŻADNEGO efektu. Nakładany na 5,10, 15 minut solo, czy nawet na godzinę z półproduktami nie robił z włosami nic ani pozytywnego ani negatywnego. Zupełnie tak jakbym nie nałożyła po myciu włosów niczego. Z zachwytem wczytywałam się we wszystkie recenzje o tym, że dodawał objętości czy włosy były po nim tak puszyste jak nigdy. I w tym wypadku jego pojemność jest dla mnie dużym minusem, bo będę musiała się jeszcze nagimastykować aby go zużyć jak najszybciej, a efektów i tak nie zobaczę żadnych.


Skład szamponu:

Skład balsamu:


Dajcie znać czy miałyście którykolwiek z tych kosmetyków albo inny z tych serii, ja mam w planach zakup duetu na brzozowym propolisie :)

7 grudnia 2014

Syberyjska witaminowa maska dla dłoni Natura Siberica

Witam, przez ostatnich kilka dni nie miałam możliwości pisać i odwiedzać Waszych blogów (na szczęście będę teraz nadrabiać z przyjemnością), bo nawarstwiło mi się trochę spraw osobistych i dopadła mnie choroba, a do pracy musiałam chodzić i ciężko było się wykurować ;)

A dziś o rosyjskiej masce do dłoni, którą już chwilkę testuję, a najintensywniej w ciągu ostatnich mroźnych dni.


Producent: "Witaminowa maska zapewnia intensywne odżywienie i regenerację skóry. Nawilża i chroni dłonie, a także nasyca je niezbędnymi witaminami i minerałami zapewniając zdrowy i piękny wygląd. 
Sposób użycia: nanieść grubą warstwę maski na suchą skórę dłoni, pozostawić na 5 minut, a następnie zmyć ciepłą wodą."

Zapach od pierwszego otwarcia tej maski kojarzył mi się z balsamem do włosów Organic Shop miód i winogrona, o którym pisałam tutaj. Wiem, że mało osób miało z nim styczność także napiszę, że nie jest to typowy miodowy zapach, jest słodki, ale nienachalny i na pewno nie męczący ;) Myślę, że powinien każdemu przypaść do gustu. Utrzymuje się na dłoniach co najmniej godzinę.

Opakowanie to 75 ml tubka z miękkiego plastiku, zapakowana dodatkowo w kartonik, na którym znajdziemy najistotniejsze informacje. Design jest bardzo prosty, bardzo mi się to w nim podoba. Maska ma duży otwór, co jest słusznym zamysłem producenta, ponieważ sama maska jest bardzo gęsta, nie jest to na pewno konsystencja typowo kremowa, a taka jakiej każdy by się spodziewał po masce.




Działanie: na wstępie muszę napisać, że nie korzystam z niej tak jak wskazuje producent, czyli nie trzymam jej 5 minut na dłoniach, a potem spłukuję ciepłą wodą, ponieważ nie widziałam właściwie żadnego efektu tak ją aplikując. Postanowiłam nacierać jej grubszą warstwę na dłonie i nic nie zmywać. Okazało się to strzałem w 10, a już najlepsze efekty były zauważalne, gdy ubrałam na dłonie bawełniane kosmetyczne rękawiczki. Dłonie po niej wówczas są bardzo gładkie, miękkie i naprawdę mocno nawilżone na długo. Nie jest to chwilowy efekt, który znika tak szybko jak i się pojawił. Jestem bardzo zadowolona z tej maski i ciesze się również, że jest bardzo wydajna, dzięki czemu liczę na to, że będę mogła się nią cieszyć do końca zimy. 

Skład: 

 

Używacie masek dla dłoni? Polecicie mi jakaś?:)


24 listopada 2014

Krem do rąk na bazie organicznego kakao Planeta Organica

Witam! ;) Dziś kilka słów o kakaowym kremie do rąk z Planeta Organica, akurat kosmetyki tej marki do ciała kupuję bardzo chętnie, za to do włosów podchodzę bardzo sceptycznie, bo niewiele z nich się u mnie sprawdziło.


Producent: "Krem stworzony w oparciu o organiczne ekwadorskie masło kakaowe odżywia i doskonale nawilża. Krem natychmiast wsiąka chroniąc skórę przed wpływem negatywnych czynników zewnętrznych."

Opakowanie: niestety pod względem szaty graficznej mnie nie zachwyciło, jedynie ogranicza się do kilku napisów i zmiennego koloru dopasowanego do danej linii kosmetycznej. Pojemność ma standardową, mieści w sobie 75 ml produktu. Otwarcie typu "klik" jest moim ulubionym, bo nie muszę potem się męczyć z zakrętką mając tłuste dłonie, chociaż wiem, że wiele osób takiego nie lubi, bo może się w niekontrolowany sposób otworzyć w torebce.

Zapach: jeśli ktoś spodziewał się tak jak ja wyrazistego zapachu kakao to trochę zapewne się rozczaruje, bo niestety nie jest tak przyjemnie "gorzki" jak prawdziwe, tylko dużo bardziej słodki. Brzydki czy mdły oczywiście nie jest, ale można to ująć tak, że rzeczywistość rozminęła się z moimi oczekiwaniami. Utrzymuje się na skórze nawet do 2 godzin.

Konsystencja: określiłabym ją jako średnio gęstą, na pewno nie jest ani wodnisty ani bardzo gęsty i ciężki.



Moja opinia: jeszcze 2-3 lata temu krem do rąk był dla mnie tylko przykrym obowiązkiem i jeśli już musiałam go użyć to tylko robiłam to przed pójściem spać. Obecnie wiele się zmieniło, bo staram się czerpać z tego przyjemność i polubiłam kremowanie rąk, oczywiście pod warunkiem, że trafię na taki, który spełni moje oczekiwania ;) Akurat ten po części je spełnia. Bardzo szybko się wchłania i nie zostawia żadnej tłustej warstwy, więc po 2 minutach mogę spokojnie wrócić do czynności, które robiłam wcześniej. Jeśli chodzi o nawilżenie to w momencie kiedy nie mam przesuszonych dłoni sprawdza się dobrze- jest optymalne, kiedy np. są już przesuszone z powodu np. intensywnych porządków w domu czy pogody na zewnątrz, która zmusza mnie do skrobania szyb w aucie niestety jest zdecydowanie za słaby. Faktycznie wchłonie się błyskawicznie, ale wtedy kremować dłonie musiałabym co 10 minut żeby przynieść ulgę mojej skórze, wówczas to nawilżenie jest bardzo krótkotrwałe- wystarczy, że pójdę umyć dłonie chwilę po jego aplikacji i znów muszę go użyć. 


Skład:
zawiera już na 2 miejscu w składzie organiczne masło kakaowe, glicerynę, olej jojoba, ekstrakt z jeżówki wąskolistnej, witaminę E, hydrolizowane proteiny pszenicy.

Podsumowując kiedy nie mam większych problemów ze skórą dłoni sprawdza się bardzo dobrze, niestety z przesuszonymi dłoniami nie radzi sobie kompletnie.

9 listopada 2014

Bioluxe: odżywczy cedrowy krem do stóp

Niedawno recenzowałam magnoliowy krem do stóp Bioluxe, który bardzo polubiłam, a dziś kilka informacji o jego cedrowym bracie.


40 ml opakowanie z miękkiego plastiku i pozwala wycisnąć krem do ostatniej kropli, posiada dość duży otwór. Konsystencja jest średniej gęstości.
Zapach: na początku ciężko było mi do niego przywyknąć, bo był dość intensywny, ale z czasem się przyzwyczaiłam i go polubiłam. Kojarzył mi się z takim lekiem z dzieciństwa, którym moja mama nacierała mi klatkę piersiową i potem przykrywała mnie kocem na wygrzanie się ;) Jeśli ktoś nie miał z nim do czynienia to napiszę, że pachnie jak drzewo iglaste;)

Skład:
zawiera olej słonecznikowy, olej palmowy, olej cedrowy, glicerynę.

Działanie: sprawdzał się u mnie tylko na noc i tylko gdy stopy były w dobrej kondycji. Nie mogłam go używać na dzień, bo krem ten w ogóle nie chciał się wchłaniać i kiedy ktoś mi niespodziewanie zadzwonił do drzwi to o mało nie zgubiłam po drodze butów, tak mi się stopy ślizgały ;) Używany na noc i dodatkowo gdy nałożyłam skarpetki rano efekt był zadowalający, ale tylko gdy stopy nie były przesuszone, bo z tym sobie nie radził wcale. 


Podsumowując od zadań specjalnych był krem magnoliowy, o którym pisałam tutaj, a cedrowy tylko gdy stopy były w dobrej kondycji, bardziej jako prewencja ;)

Dostępny jest on na stronie Skarbów Syberii (klik) w cenie: 4,90 z moim rabatem z bloga 30 % mniej;)

Fakt iż otrzymałam go w ramach współpracy nie miał wpływu na moją opinię.

31 października 2014

Oliwkowy szampon do włosów Planeta Organica, czyli najgorszy szampon jaki miałam w życiu

Witam, ostatnio pogoda nas nie rozpieszcza, cały tydzień już odskrobywałam szyby w samochodzie, a dziś na domiar złego pada u mnie deszcz... wieczorem może być ślizgawka, więc nie wiem czy wybiorę się gdzieś na halloweenowe piwo;> Pozostając więc w ponurej tematyce, opowiem Wam o szamponie, który wywołał u mnie niemałe szkody i przyczynił się do mega kryzysu włosowego we wrześniu.

Bohaterem jest oliwkowy szampon z Planeta Organica, który pomimo, że był katastrofą to mój stosunek do rosyjskich kosmetyków oczywiście nie ulega zmianie nadal je bardzo lubię.


Opakowanie to chyba jedyny plus. Jest duże, bo ma aż 360 ml, jego limonkowy kolor od razu przyciąga wzrok. Otwierane na klik- ostatnio jestem fanką takich, bo nie muszę się bawić mokrymi dłoniami w odkręcanie :)

Zapach jest trudny do określenia, na początku mi się podobał, przypominał lekkie perfumy. Po czasie zaczął mi niestety bardzo przeszkadzać i drażnić mnie, mam z tej serii krem do stóp i nie wiem czy komuś go nie podaruję, bo będzie mi się notorycznie kojarzył z tym szamponem.

Konsystencję ma gęstą i kremową, niestety nie do końca mi się to podobało, bo ostatnio wolę te lżejsze, żelowe.

Za co go tak znienawidziłam?
Włosy myję codziennie, więc nie stanowi to dla mnie większego problemu, po 10 latach można przywyknąć- niemniej jednak, jeśli już wieczorem następnego dnia mam tłuste włosy to naprawdę jest coś nie tak... Akceptuję to, że rano są już lekko nieświeże, ale nie to, że wieczorem wyglądają już bardzo nieestetycznie, prowadzi więc to do takiego wniosku, że kompletnie nie radzi sobie z oczyszczaniem włosów, a wręcz przyczynia się do produkcji większej ilości sebum. Sprawa skalpu tak się prezentowała, a jak się zachowywały włosy na długości? Było to dla mnie zaskoczenie, bo tak źle nie było nigdy. Owszem wspominałam Wam, że plątały się z powodu przekarmienia, ale ten szampon to prawdziwy plątacz włosów, były po prostu mega postrączkowane i do tego jakby oblepione takim filmem. Ten film był mega denerwujący i uciążliwy. Trzeci aspekt- do tej pory ciągle myślałam, że to wzmożone wypadanie to kwestia stresu przez egzamin, niestety nie tylko. Jestem miesiąc po nim, a włosy jak leciały tak lecą i wiem, że on się do tego również przyczynił, bo zazwyczaj jak przestawałam się denerwować to włosy przestały niedługo potem wypadać. Dopiero teraz zaczęłam opanowywać problem z emigracją włosów z głowy. 





Jeśli macie pomysł, który składnik mógł zawinić to dajcie znać w komentarzach, ja nie mam póki co pomysłu.

Jeśli mam być szczera to ten szampon nadaje się tylko do kosza, nawet mi podłogi szkoda żeby nim myć. Ot tyle, naprawdę szczerze odradzam.

13 października 2014

Kojący krem do stóp z ekstraktem z magnolii Bioluxe

Pierwszy raz u mnie na blogu pojawia się recenzja kremu do stóp, pewno się zastanawiacie czemu po takim długim czasie? A to dlatego, że wcześniej chodziłam tylko w butach na wysokich obcasach i w koturnach i nie miałam najmniejszych problemów ze stopami, a akurat tego lata niestety miałam z pracy sporo wyjść w sprawach służbowych i szłam nie raz 25 minut w jedną stronę, przebierałam buty na płaskie i okazało się to moją zmorą, bo pojawiły zrogowacenia, nawet bałam się, że w końcu popękają mi pięty. Gdybym nadal chodziła  w wysokich takiego problemu na pewno bym nie odnotowała, ale droga wydłużyłaby mi się pewno co najmniej dwukrotnie:D


Producent: "Krem z organicznym ekstraktem z magnolii w połączeniu z olejem ze słonecznika oraz olejem z ziaren palmowych przywraca stopom gładkość i delikatność, łagodzi podrażnienia, usuwa zmęczenie oraz łagodzi ból wywołany odciskami"

Opakowanie: malutkie, bo ma tylko 40 ml, z miękkiego plastiku, ale sam krem jest bardzo wydajny, starczył mi na naprawdę długo, a początkowo wcierałam go dwa razy dziennie w stopy. 

Zapach: delikatny kwiatowy, o ile nie przepadam za kwiatowymi zapachami, tak ten przypadł mi do gustu.

Producent nie obiecuje fajerwerków pt. regeneracja, ekstra nawilżenie, więc nie spodziewałam się po nim cudów, raczej lekkiego nawilżenia, ale jego działanie tak mnie zaskoczyło, że stał się moim ulubieńcem i już kupiłam kolejną tubkę na zapas. Jak wspomniałam pięty były w złym stanie, ale podkusiło mnie żeby spróbować zacząć je peelingować dodatkowo... (mówię już stanowcze nie peelingom do stóp!) Pogorszyłam tylko ich stan, więc krem miał co robić. Po pierwsze nasunęło mi się to, że błyskawicznie się wchłania, nawet nałożony w zbyt dużej ilości. A to dla mnie jest bardzo ważne, bo głównie przez to unikałam kremów do stóp, mogłam je pokremować już kładąc się spać, ale zawsze mi się o czymś przypomniało i musiałam wstać- znacie to? Tutaj 5 minut po aplikacji mogłam zakładać buty i iść gdziekolwiek ;) Oprócz tego okazało się, że świetnie zregenerował moje stopy, po 2 tygodniach zapomniałam o problemach z nimi i były bardzo gładkie. Potem smarowałam się tym kremem co 2 dni dla potrzymania efektu, ale nawet przy ciut dłuższej przerwie nie wracały do swojego pierwotnego stanu. 

Skład:
Zawiera olej ze słonecznika, z ziaren palmowych, ekstrakt z magnolii i glicerynę przed zapachem.

Jeśli go nie znacie to polecam, bo za 5 zł otrzymujemy fajny produkt :)

Niedługo jeszcze pojawi się recenzja cedrowego kremu do stóp, ale już mogę zdradzić, że nie jest tak dobry jak ten;)

5 października 2014

Maksymalnie nawilżające masło do ciała Love2Mix mango i papaja

Marka Love2Mix do tej pory była mi znana tylko z kosmetyków do włosów, a teraz miałam możliwość testować maksymalnie nawilżające masło do ciała mango i papaja.


Opakowanie o pojemności 250 ml to słoiczek o dość dużej średnicy- akurat takie lubię, bo dokładnie widzę zużycie, mogę go zdenkować do samego końca i wybierać go sobie jak mi się w danym momencie podoba ;-)
Jego konsystencja jest specyficzna, jeszcze nie miałam z taką do czynienia. Jest to mus, który wygląda jakby był napowietrzony, przypomina taką lekka piankę :) Dla mnie bomba! Ale niech Was to nie zwiedzie, bo jest dość gęste. Udało mi się na zdjęciu poniżej uchwycić to, że nawet nie traci konsystencji:)
Zapach jest lekki i owocowy, wyczuwam w nim nutę i mango i papaję :) Wszystkie fanki owocowych zapachów byłyby usatysfakcjonowane.

Bardzo fajnie nawilża skórę, faktycznie zgadzam się z nazewnictwem producenta, że można go określić jako maksymalne. Jestem regularna w używaniu balsamów i maseł do ciała, nie stanowi to dla mnie problemu, ale jeśli ktoś nie jest to mogę mu polecić to masło, ponieważ wystarczy użyć go raz na 3 dni by cieszyć się miękką i nawilżoną skórą. Nawet jeśli przez kolejne dni nie użyjecie niczego skóra nie będzie sucha tylko jedynie straci na jędrności, ale nie będzie sucha i ściągnięta- zasługą jest brak parafiny. U mnie akurat wszystkie balsamy na parafinie nie używane dłużej powodowały tylko wysuszenie skóry jak pominęłam ich używanie chociażby przez 1 dzień... Trzeba jednak wmasowywać jedynie odrobinkę, bo w większej ilości lubi zostawiać spore smugi i pomimo długiego wsmarowywania nie chce się do końca wchłonąć. Przy mniejszej ilości takie problemy się nie pojawiają. Po 2 miesiącach zostało mi go jeszcze ok. 1/3, także jest bardzo wydajne.


Skład:
Olej z pestek papaji, masło mango, gliceryna pantenol- same dobre rzeczy:))

Do nabycia na stronie Skarbów Syberii tutaj w promocji.
Fakt iż otrzymałam je do testów od Skarbów Syberii nie miał wpływu na moją opinię.

Znacie jakieś kosmetyki do ciała z tej marki?:) Możecie mi coś polecić?:)

30 sierpnia 2014

Kremy FITO na dzień i na noc do skóry normalnej i mieszanej

Witam po dłuższej przerwie :) Oczywiście z prowadzenia bloga nie zrezygnowałam, niestety zawirowania w życiu osobistym spowodowały wymuszoną przerwę, ale niedługo wrócę do pisania :) Bardzo za tym tęsknię i za Waszymi blogami :) Testuję na potęgę kosmetyki, robię zdjęcia i zebrało mi się do opisania już 40 kosmetyków. A bohaterem dzisiejszej notki są rosyjskie kremy FITO do skóry normalnej i mieszanej na dzień i na noc.

Po lewej krem na dzień: "Krem stworzony na bazie kwiatów neroli i olejku ze słodkich migdałów przyczynia się do odnowy komórek skóry normalnej i mieszanej w ciągu dnia, wyrównuje jej koloryt i poprawia elastyczność. Olejek migdałowy łatwo się wchłania, doskonale nawilża i wygładza skórę. "
Po prawej krem na noc: "Formuła kremu jest oparta na olejku ylang-ylang oraz oleju z pestek winogron doskonale odżywia skórę, kiedy Ty śpisz. Olejek z pestek winogron łatwo się wchłania, posiada aktywne właściwości antyoksydacyjne, nawilża i odżywia skórę, natomiast olejek ylang-ylang poprawia jej koloryt i chroni przed negatywnym wpływem środowiska zewnętrznego."

Kremy zachwycają zapachem: dla mnie są świeże, owocowe i genialnie mi się ich używało przez ostatnie ciepłe 2,5 miesiąca :))
Opakowanie o pojemności 50 ml znajdowało się w kartoniku. Sam krem znajduje się w plastikowym słoiczku, które ma dodatkowe wieczko pod nakrętką.


Działanie: przyznam szczerze, że zastanawiałam się jak sprawdzi się u mnie ta seria przeznaczona do skóry normalnej i mieszanej, bo mam suchą skórę i spodziewałam się, że będą za "słabe", ale całkiem niepotrzebnie, bo oba sprawdziły się świetnie:) Krem na dzień jest ultralekki, wchłania się momentalnie, nie zostawia żadnej warstewki i można przejść od razu do nakładania makijażu, a przy tym naprawdę nawilża. Krem na noc ma już dużo gęstszą konsystencję, ale nie przekłada się to na złą wchłanialność czy tępe rozsmarowywanie, bo również dobrze się wchłania i przy tym ta dawka nawilżenia jest naprawdę konkretna :) Stosowałam go również na dzień pod makijaż i nadaje się idealnie. Bardzo go lubię, bo przynosi ulgę mojej skórze, która znów zaczęła koło 2 tygodni temu jak tylko zrobiło się chłodniej płatać figle i mam baaardzo przesuszone policzki:( Nie zapchały mnie, nie uczuliły, są po prostu genialne mimo moich początkowych obaw :)


Składy: 
Po lewej krem na dzień zawiera olej z kwiatów neroli, olejek migdałowy, olej słonecznikowy, oliwę z oliwek i po zapachu olej z pestek migdałów. Po prawej krem na noc zawiera: olej z ylang-ylang, olej z pestek winogron, glicerynę, olej słonecznikowy, oliwę z oliwek.

Dziękuję Pani Julii ze Skarbów Syberii za możliwość przetestowania tych kremów oraz za cierpliwość za to, że tak długo była to wyczekiwana recenzja ;-))

Obecnie nie ma ich na stanie w sklepie Skarby Syberii: ale gdyby ktoś był zainteresowany podaję linki: na dzień oraz na noc. Miałam już okazję testować serię do skóry suchej i wrażliwej którą opisałam TUTAJ.

P.S. Niedługo pokażę relację z mojego pierwszego spotkania blogerek, na którym miałam okazję uczestniczyć tydzień temu:)

28 czerwca 2014

Bania Agafii Ekspres maska do włosów regeneracyjna elastyczność i blask

Mój szał na kosmetyki rosyjskie trwa nadal, kilka miesięcy temu kupiłam trochę saszetek z Bani Agafii i z przyjemnością je testuję, dziś napiszę kilka słów o ekspres masce regeneracyjnej "Elastyczność i Blask." 



Producent
"Maska szybko przywca włosom elastyczność i zdrowy blask, nawilża i tonizuje skórę głowy. Naturalne oleje i ekstrakty ziół głęboko przenikają we włosy, odżywiają i chronią przed utratą wilgoci i wpływem negatywnych czynników, otaczającego środowiska.
Różaniec górski- potężny przeciwutleniacz, przywraca włosom gęstość i blask, bażyna syberyjska- odżtwkia i wzmacnia cebulki włosowe, olej z nasion żurawiny i borówki borusznicy- bogate w wit. E, intensywnie nawilżają i wygładzają włosy, organiczny efekt z malwy- zawierra kwas akrobinowy i karoten, chroni włosy przed  negatywnym wpływem otaczającego środowiska, olej z daurskiej dzikiej róży jest muliwitaminowym składnikiem podnoszacym elestyczność włosów."


Opakowanie charakterystyczne dla większości produktów tej marki, jest to szaszetka o pojemności 100 ml, którą okręca się na górze bez najmniejszych problemów. Jest bardzo miękkie także można wycisnąć kosmetyk do ostatniej kropli.

Zapach: przepiękny, spodziwałam się typowego ziołowego, ale jest słodki, choć bez przesady. Utrzymuje się na włosach.



Działanie:
Jestem nią zachycona od pierwszego zastosowania- 3 pierwsze użycia trzymałam ją zgodnie z zaleceniem producenta, czyli w granicach 5 minut. Ten czas wystarczył mi w zupełności, włosy były mocno nawilżone, śliskie i faktycznie wydawały się bardziej błyszczące niż zwykle. Ciężko mi było się powstrzymać przed ich ciągłym dotykaniem ;-) Raz nałożyłam ją na ok. 20 minut jednak moje obecnie niskoporowate włosy były dość obiążone :( Ostatni raz wróciłam do nałożenia jej na 5 minut i efekt był znów zadowalający. Konststencja jest średniogęsta, nie spływa z włosów, bardzo dobrze się nakłada na włosy.


Skład:

Wysoko w składzie proeteiny, myślałam, że może się z uwagi na to nie sprawdzić, ale ostatnio zauważyłam, że moim włosom się "odmieniło" i zaczynają się lubić z nimi.

Znacie Banię Agafii? :)

21 czerwca 2014

Drożdżowa maska do włosów Przepisy Babci Agafii

W blogsferze wciąż jest bardzo głośno o rosyjskiej masce drożdżowej na pobudzenie wzrostu, zbiera w większości pozytywne opinie. Mi ona niestety nie przypadła do gustu, a szkoda, ponieważ ma bardzo przystępną cenę, ładny zapach i sporą pojemność. Nie mniej jednak nie powstrzyma mnie to przed zakupem maski jajecznej z tej serii, która od dawna również mnie bardzo ciekawi :)


Opakowanie: odkręcany słoiczek o pojemności 300 ml. Pod nakrętką znajdziemy dodatkowe zabezpieczenie. Można do samego końca zużyć maskę i kontrolować jej zużycie.
Konsystencja jest dość rzadka, ale nie spływa z włosów, dodatkowo łatwo aplikuje się na skalp.

Zapach to coś co sprawiło, że długo szukałam alternatywnych zastosowań dla niej i kombinowałam ile mogłam by się sprawdziła i bym miała pretekst do jej ponownego zakupu. Przypomina mi słodkie ciasteczka, które są dopiero co wyciągnięte z piekarnika. Był wyczuwalny cały czas trzymania jej na włosach, po spłukaniu maski zapach już nie nie utrzymuje się.



Najbardziej liczyłam na przyspieszenie wzrostu albo chociażby na baby hair, niestety ani jednego ani drugiego nie odnotowałam. Nakładałam ją kilka razy na długość na 40 minut pod czepek i ręcznik i bez nich, ale zawsze rezultat był tak samo słaby- po spłukaniu moje włosy były nijakie. Ta maska nie przyczyniała się do niczego dobrego, ani niczego złego. Zupełnie tak jakbym umyła je jedynie przeciętnym szamponem, nie były ani bardziej miękkie, błyszczące, nie układały się lepiej, nawet nie miała wpływu na rozczesywanie włosów. Chciałam ją jakoś zużyć, więc zaczęłam ją nakładać tylko na skalp i o dziwo ładnie go uspokoiła i nawilżyła, ale jak wspominałam wyżej nie przyczyniło się to do baby hair.


Skład:


Na pewno nie zniechęcam do jej zakupu, jeśli miałyście ją w planach, bo warto wyrobić sobie na jej temat swoje zdanie :)

30 maja 2014

Bania Agafii: intensywna 20-minutowa maska-kompres do włosów

Witam:) Dziś recenzja pierwszego kosmetyku rosyjskiej marki Bania Agafii- i na pewno nie ostatniego, ponieważ już w moich zapasach leży kilka saszetek i używam obecnie z uwielbieniem mydła miodowego :)



Producent: "Olej łopianowy wchodzący w skład maski zwiera witaminy A, B, C, E i F, garbniki i niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe dzięki czemu włosy są głęboko odżywione, a organiczny ekstrakt tartaku nawilża je i tonizuje skórę głowy. Centuria pospolita poprawia ukrwienie skóry głowy i odżywia, szyszki chmielu dodatkowo sprzyjają wzrostowi i wzmocnieniu włosów. Organiczny ekstrakt z liści pokrzywy zawiera witaminy K i B2, wzmacnia cebulki włosowe i zapobiega wypadaniu włosów, dzięki kwiatom białej akacji odzyskują naturalną elastyczność."



Opakowanie: chyba już do znudzenia opowiadam, że takie jest moim ulubionym, bo w przypadku gęstszych kosmetyków ich wydobywanie jest prostsze i nie muszę też ciągle zaglądać pod światło ile mi go tam zostało :)
Zapach jest mocny, wyraźnie w nim czuć nutę ziół, lasu! :) Ładny zapach, który utrzymuje się na włosach. 




Działanie: łatwo się ją nakłada, jest gęsta i nie spływa z włosów. Zaskoczyło mnie pozytywnie w niej to, że po otwarciu miała kolor kremowy, a pod spodem w kolejnych warstwach była już lekko zielona i po zmieszaniu pojawił się taki ciekawy zielono-kremowy kolor :) Po jej spłukaniu włosy robią się bardzo gładkie, są nawilżone i miękkie. Trzymałam ją na włosach zarówno wskazane przez producenta 30 minut tylko podpięte klamrą, jak i godzinę pod czepkiem i pod ręcznikiem. Efekt był taki sam także myślę, że akurat osoby, które nie lubią za dużo zajmować się włosami mogą być z niej zadowolone. Na skórę głowy jej nie kładłam, ponieważ zawiera pokrzywę, która przyciemnia włosy, a moje i tak już wystarczająco ściemniały przez ostatni rok :)


W składzie znajdziemy: hydrolizowane proteiny pszenicy, ekstrakt z łopianu, ekstrakt z centurii zwyczajnej, ekstrakt z korzenia tartaku zwyczajnego,, ekstrakt z chmielu, ekstrakt z pokrzywy i ekstrakt z białej akacji.

Dostępność: Skarby Syberii/ 15,90 zł w promocji za 300 ml.

Znacie Banię Agafii?:)

26 maja 2014

Planeta Organica seria Afryka: szampon i balsam do włosów suchych i zniszczonych z organicznym masłem shea

Witam serdecznie, przepraszam za mniejszą aktywność na waszych blogach, bo jak zauważyłyście nawet u mnie ostatnio mniej postów, a wynika to z kompletnego braku czasu w wyniku kumulacji studiów i pracy... 

Dzisiaj o ciekawym duecie do włosów, mianowicie szamponie i odżywce marki Planeta Organica z serii Afryka: szamponie i balsamie do włosów suchych i zniszczonych z organicznym masłem shea odżywienie i regeneracja.

Producent: "Szampon dzięki zawartości 10 % masła shea wzmacnia włosy, nawilża, odżywia i nadaje im połysku, chroni przed szkodliwymi czynnikami środowiskowymi. Regeneruje ich uszkodzoną strukturę farbowaniem, rozjaśnianiem, suszeniem oraz prostowaniem. Eliminuje podrażnienia i zaczerwienienia, uspokaja skórę głowy, włosy natomiast regeneruje i przywraca im witalność. Kompozycja jest wzbogacona o olejek ze słodkich migdałów, który zawiera szereg kwasów, regeneruje zniszczone i nawilża suche włosy, przyspiesza ich wzrost, eliminuje rozdwajanie i czyni włosy lśniącymi i miękkimi."

Balsam dzięki zawartości 12 % masła shea zapewnia doskonałe nawilżenie włosom suchym, przesuszonym i uszkodzonym, poprawia ich kondycję oraz regeneruje. Regularne stosowanie balsamu pomaga odzyskać włosom blask, miękkość oraz zwiększa ich objętość."


Opakowania choć o standardowych pojemnościach, bo 250 ml, to oryginalne pod względem kształtu, ponieważ są bardzo wysokie. Otwory mają w sam raz, nie wylewa się dzięki nim za dużo kosmetyku, pomimo, że one w swojej konsystencji są dość rzadkie- zarówno szampon jak i balsam.

Przyznam szczerze, że trochę się obawiałam zapachu tej serii, ponieważ nie lubię orientalnych zapachów, które na domiar złego mnie męczą, jednak pozytywnie zostałam zaskoczona :) Zapach jest lekki, niedrażniący, choć ma w sobie orientalną nutę, ale nie taką typową ciężką i kadzidlaną a przyjemną :)

Moje włosy bardzo lubią masło shea, także czułam, że i ten duet przypadnie mi do gustu:) Tak też się stało:) Jak wspomniałam szampon i balsam są dość rzadkie, ale to jest ich zaletą, zważywszy na zamysł producenta na takie opakowanie, bo w innym przypadku ciężko by się je wydobywało. Odżywka mimo to dobrze się nakłada na włosy i nie spływa z nich. Najczęściej biorę je pod prysznic, ale nie uciekają mi z mokrych dłoni. Moje włosy nie są  zniszczone i suche, także nie używałam go często, a góra dwa razy w tygodniu, ale dawał mi świetne efekty. Włosy są po nim ładnie nawilżone i dodawał im objętości, co przy obecnej długości moich włosów jest nie lada sztuką :) Używałam także tego szamponu solo czasami bez dodawania później jakiejkolwiek odżywki i włosy nie były po nim splątane. Oczyszcza on bardzo dobrze, nie powoduje żadnych podrażnień, ale nie odnotowałam uspokojenia skóry głowy.


Balsam:


Szampon:

Skład szamponu Aqua, Organic Butyrospermum Parkii (Shea) Butter (organiczne masło shea), Sodium Сосо-Sulfate, Glicerin, Coco-Glucoside, Cocamidopropyl Betaine , Hibiscus Sudanensis Extract (ekstrakt sudańskiej róży), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olejek migdałowy), Cetearyl Alcohol, Xanthan Gum, Guar Hydroxypropyltrimonium Cloride, Juglans Regia Kernel Oil (olej z orzecha włoskiego), Potassium hydroxide, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sodium Chloride, Parfum.

Skład balsamuAqua, Organic Butyrospermum Parkii (Shea) Btter (organiczne masło shea), Adansonia Digitata (Baobab) Seed Oil, Adansonia Digitata (Baobab) Fruit Extract (olej z drzewa baobab), Persea Gratissima Fruit Oil (olej z avocado), Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Cetrimonium Chloride, Tocopheryl Acetate, Parfum, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid.


Kosmetyki te są obecnie w promocji na stronie Skarbów Syberii: 
szampon za 13,90
balsam również za 13,90

Z tej serii zaciekawił mnie jeszcze szampon z olejem awokado, który na pewno kiedyś przetestuję :)

Fakt iż otrzymałam produkt w ramach współpracy ze sklepem Skarby Syberii nie miał wpływu na moją opinię.

8 maja 2014

Organic Shop: krem-balsam do rąk japońskie Spa

Witam serdecznie w ten paskudny deszczowy dzień :) Ja na przekór wszystkiemu postanowiłam, że ten dzień będzie udany!:) Opowiem Wam dziś o moim ulubionym kremie do rak.



Producent: "Jedwabiście delikatna skóra rąk i mocne, piękne paznokcie – tak działa gęsty krem-balsam Japońskie SPA. Krem stworzony na bazie ekologicznego olejku neroli, pudru perłowego i ekstraktu Senegalskiej akacji doskonale pielęgnuje, chroni i odżywia skórę rąk oraz dba o paznokcie – sprawia, że są mocne i błyszczące." 

Opakowanie jest takie jak lubię najbardziej, czyli na klik. Nie muszę się mocować z nakrętką nakremowanymi dłońmi co dla mnie jest bardzo wygodne. Jest to miękki plastik, z którego nie ma problemu by wycisnąć krem, pod światło dobrze widać zużycie.

Zapach to jest coś co kocham w tym kremie. Jest lekki i nie męczy swoją intensywnością. Nie przypomina mi żadnych kwiatów ani owoców, to klasyczny pudrowy zapach, który mogłabym wąchać non-stop :)



Nie jest ani bardzo gęsty ani wodnisty, określiłabym to jako "w sam raz". Co ciekawe ma w sobie delikatne srebrne drobinki i stąd to określenie "Brilliant" na opakowaniu ;) Kupując go nie miałam o tym pojęcia, ale kompletnie mi to w nim nie przeszkadzało (gdyby były większe i kolorowe to na pewno już bym tego nie zaakceptowała), choć byłam zaskoczona tym odkryciem na swoich dłoniach :) Jest niesamowicie wydajny.

Używam go od grudnia, może nie jest mistrzem nawilżenia, ale rozwijając tę myśl- nie sprawdzi się w przypadku mocno przesuszonych dłoni, na zimową porę może być za słaby. Jednak jeśli mam tylko trochę suchą skórę sprawdza się rewelacyjnie. Nie lubiłam nigdy używać kremów do rąk, bo dobijało mi się to uczucie tłustości, ale dzięki niemu przekonałam się do regularnego kremowania rąk, ponieważ wchłania się błyskawicznie. Spokojnie można przejść do robienia czegoś innego nie czując, że w ogóle ma się nakremowane dłonie.


Skład:

 znajdziemy w nim: ekstrakt z kwiatów senegalskiej akacji, masło shea, oliwę z oliwek, ekstrakt z kwiatu pomarańczy i puder perłowy.

Zostało mi go jakieś 7/8 i niedługo na pewno zakupię kolejne opakowanie :) Cenowo też nie wychodzi drogo w promocji można go dostać za 10-11 zł.

Jakie są Wasze ulubione kremy do rąk?

23 kwietnia 2014

Kremy FITO: na dzień i na noc do cery suchej i wrażliwej

Witam, dzisiaj wbrew pozorom nie o obniżkach w Rossmannie, na których nie poszaleję, bo jak ban to ban (kupiłam tylko podkład Easy Match Manhattanu nr 30 Soft Porcelain, który mi polecono jako bardzo jasny), a o rosyjskich kremach do twarzy, które otrzymałam od Skarbów Syberii, marki FITO na dzień i na noc dla skóry suchej i wrażliwej, czyli dokładnie takiej jak moja. Sprawia ona wiele problemów pielęgnacyjnych, a czy te kremy okazały się być jej sprzymierzeńcami?


Producent: 

Krem na dzień: "Sucha i wrażliwa skóra w ciągu dnia wymaga odżywienia i ochrony przed negatywnym wpływem środowiska zewnętrznego, krem na bazie ekstraktu z arcydzięgla i olejku makadamii zapewnia jej wszystko to czego potrzebuje. Olej makadamii bogaty w witaminy i niezbędne kwasy tłuszczowe intensywnie odżywia, wygładza i zmiękcza suchą, wrażliwą skórę. Ekstrakt arcydzięgla jest naturalnym przeciwutleniaczem, który chroni przed promieniowaniem UV."


Krem na noc: "Krem oparty na wyciągu z paczuli oraz maśle shea nawilża suchą i wrażliwą skórę podczas snu. Paczula przyspiesza regenerację tkanek oraz stymuluje metabolizm komórkowy, natomiast masło shea chroni skórę przed przedwczesnym starzeniem się, łagodzi suchość i podrażnienia, odżywia skórę oraz zwiększa jej elastyczność."



Opakowanie o pojemności 50 ml jest plastikowe,odkręcane, dodatkowo posiada plastikowe wieczko. Ma sporą średnicę także nie ma problemu z wydobywaniem kremu. Zapakowane były dodatkowo w kartonik. Niby są proste, ale jednak bardzo mi się podobają, zwłaszcza szata graficzna tego kremu na dzień.

Zapachy są ziołowe, lekkie, bardzo przyjemne, myślę, że nie powinny nikogo drażnić.



Krem na dzień, czyli ten o zielonej szacie graficznej jest genialny- lekki, świetnie się wchłania, nie zostawia nawet minimalnej warstewki, nawilżenie jest optymalne jak na ranek. Nie ma wodnistej konsystencji tylko gęstą, a mimo to nie przekłada się to na problemy z wchłanianiem się. Jest minimalnie mniej wydajny niż ten krem na noc. Nie zapycha, nie podrażnił mnie i nie uczulił. Miałam już wiele kremów na dzień, ale z większości nie byłam zadowolona, bo nie nawilżały dostatecznie. Ten dodatkowo nadaje się pod podkład, który się na nim nie roluje. Dodatkowo chroni przed promieniami UV, czego chcieć więcej?

Krem na noc jest już zdecydowanie bardziej gęsty, dłużej się wchłania i zostawia lekką warstewkę. Niestety po 2 tygodniach trochę mnie zapchał i musiałam zrezygnować z jego codziennego używania, ale jak stosuję go co drugi dzień na zmianę z innym kremem to jest optymalne i już nie powoduje wysypu u mnie. Zapewne jest to spowodowane masłem shea, z którym moja skóra się nie polubiła. Genialnie nawilża i jest uzupełnieniem kremu na dzień.





Składy:


W składzie ekstrakt z paczulki, masło shea, gliceryna, olej słonecznikowy, oliwa z oliwek.


W składzie obiecany ekstrakt z arcydzięgla, olej makadamia, oliwa z oliwek i olej słonecznikowy, po zapachu olej arganowy.
Brak parafiny, parabenów, barwników.

Kremy do nabycia na stronie Skarbów Syberii: krem na dzień, krem na noc. Obecnie w promocji za 15,90, bez promocji z moją zniżką z bloga cenowo wyjdzie podobnie. 

Fakt iż otrzymałam kremy w ramach współpracy ze Skarbami Syberii nie miał wpływu na moją ocenę. 

P.S. Na szacie graficznej kremu na noc widzę ewidentnie cebulę- i wydawało mi się, że krem ma ekstrakty z łupin cebuli, a głównym składnikiem kremu jest jednak paczulka, ciekawe z czego to wynika:D Krem na dzień ma na szacie arcydzięgla, który jest głównym ekstraktem kremu i to się zgadza ;-)