Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szampon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szampon. Pokaż wszystkie posty

24 maja 2015

Sylveco: odbudowujący szampon pszeniczno-owsiany

Kilka ostatnich dni dało mi do wiwatu i czuję się wręcz wykończona, wyczekuję tylko tego momentu kiedy moje życie zwolni chociaż trochę :) A dziś opowiem o bardzo przyjemnym szamponie, który wyjątkowo przypadł mi do gustu, bo ostatnio mam wrażenie, że nic moim włosom nie pasuje.


Producent: "Hypoalergiczny, przeznaczony do pielęgnacji każdego rodzaju włosów, szczególnie osłabionych i wymagających regeneracji. Zawiera bardzo łagodne, ale jednocześnie skuteczne środki myjące, które nie podrażniają nawet najbardziej wrażliwej skóry głowy. Hydrolizaty pszenicy i owsa to niskocząsteczkowe źródło protein, wiążą wilgoć, wnikają do korzeni włosów, odbudowując je aż po same końcówki. Dzięki składnikom silnie nawilżającym szampon zapobiega przesuszeniu, łagodzi podrażnienia skóry głowy. Przy regularnym stosowaniu wzmacnia włosy, poprawia ich elastyczność i sprawia, że są bardziej odporne na uszkodzenia i rozdwajanie.
Zalety: zapobiega przesuszeniu, wzmacnia strukturę włosów, przywraca miękkość i elastyczność."



Zapach to uwielbiana przeze mnie trawa cytrynowa.

Opakowanie wykonane ze sztywnego plastiku, z nakrętką typu klik, widać dokładnie zużycie szamponu.

W październiku próbowałam zarówno szamponu pszeniczno-owsianego jak i balsamu myjącego z betuliną z Sylveco dzięki próbkom, które dostałam w aptece. Okazało się, że balsam obciążał moje włosy i strączkowały się dzięki niemu, a w przypadku szamponu zamarzyłam by kupić pełnowymiarowe opakowanie. Gdy zobaczyłam, że w styczniowy ShinyBox go zawiera nie wahałam się i go zamówiłam. 

Myślę, że każda z nas ma czasem takie chwile, że myśli tylko o tym żeby wziąć szybki prysznic i pójść jak najszybciej spać, a odżywka czy maska to ostatnia rzecz o jakiej się myśli... I wtedy moim wybawcą okazał się ten szampon, bo włosy nawet bez użycia później czegokolwiek były puszyste i bardzo miękkie. Nie obciążał moich włosów za co wielki ukłon w jego stronę, ponieważ ostatnio to jakaś plaga i niemal każdy szampon funduje mi taki efekt. W duecie z dobrą odżywką czy maską włosy po jego użyciu były w świetnej kondycji. Nie plątał także moich włosów. Pieni się dość dobrze, a jego wydajność oceniam jako dobrą. Myślę, że to, że tak dobrze się u mnie sprawdza to zasługa protein, które moje włosy tak kochają :)


zawiera ekstrakt z miodu, pantenol, proteiny owsa, proteiny pszenicy i olejek z trawy cytrynowej.

Minusem może być cena, ponieważ jest to ok. 24 zł za 300 ml, ale jego działanie mi to rekompensuje.

26 grudnia 2014

Bania Agafii: miodowe mydło do ciała i włosów

Dzisiaj recenzja kolejnego produktu wielofunkcyjnego, przeznaczonego zarówno do mycia ciała jak i włosów. Niemniej jednak przeciwnie niż recenzowany wczoraj płyn do higieny intymnej Facelle nie sprawdził się u mnie w pielęgnacji włosów, mimo tego, że w blogsferze jest to bardzo polecany i lubiany kosmetyk.


Producent: "Mydło miodowe złożone z naturalnych składników aktywnych stworzone specjalnie do delikatnego oczyszczania i pielęgnacji ciała i włosów."

Opakowanie: wygodny słoiczek o pojemności 300 ml, który posiada dodatkowe plastikowe wieczko pod nakrętką. Ma gęstą konsystencję, dość ciągnącą i pomysł takiego opakowania jest strzałem w 10. 

Zapach: niestety w 100 % mi nie odpowiada, ponieważ jest to połączenie miodu i kwiatów, akurat dwóch zapachów za którymi nie przepadam, a obie te nuty są wyraźnie wyczuwalne.

Wydajność: używałam go od marca i dopiero go zdenkowałam. Na zużycie mamy 9 miesięcy i niestety nie zmieściłam się w tym terminie, ale przez to, że go nie polubiłam, ale jest niesamowicie wydajny.


Działanie: około 10 razy próbowałam dać mu szansę w roli mydła do włosów, niestety za każdym razem byłam niezadowolona z jego działania. Moje włosy były po nim bardzo lekkie, niesamowicie puszące się, a gdy na zewnątrz padał deszcz robiła się z nich miotła. Żadna odżywka i maska mi nie pomagała, jego działanie było silniejsze. Kiedyś wspominałam na blogu, że dopiero niedawno dowiedziałam się co oznaczają puszące się włosy- właśnie dzięki temu produktowi. Niemniej jednak bardzo dobrze oczyszcza włosy i nie plącze ich.
W roli mydła do ciała sprawdza się dobrze, skóra jest niesamowicie miękka i dopieszczona, wystarczy tylko odrobinka.


Skład:

Dobrze się sprawdza w roli mydła do ciała, ale nie na tyle by kupić go ponownie. W oczyszczaniu włosów okazał się kompletną klapą, więc nie planuję ponownego zakupu.

Miałyście? :) W kolejce czeka u mnie jeszcze mydło cedrowe, więc mam nadzieję, że chociaż ono się u mnie sprawdzi;)

25 grudnia 2014

Moje nowe odkrycie: Facelle płyn do higieny intymnej aloes w roli szamponu

Witam Was świątecznie ;) Na wstępie chciałabym życzyć Wam wesołych i spokojnych świąt w gronie rodziny, odpoczynku, dużo zdrowia, dużo miłości i spełnienia wszystkich marzeń! :)

W oczekiwaniu na gości mając chwilkę napiszę kilka słów o moim nowym odkryciu jakim jest płyn do higieny intymnej Facelle, który wpadł w moje ręce całkiem przypadkowo. Początkiem grudnia sięgnął dna mój płyn, a dla mnie to jest podstawowy kosmetyk bez którego nie mogę się obejść i pomyślałam, że czas wypróbować Facelle, ale nie miałam pojęcia, że jest nowa wersja aloesowa i jak zobaczyłam skład to przepadłam- nie ma rumianku, którego unikam w kosmetykach, bo powoduje u mnie wzmożone wypadanie.


Opakowanie: wysoka, ale smukła butelka, która ma bardzo wygodny otwór, ale jest on trochę duży i gdy używałam go w roli płynu do higieny intymnej zawsze wylewało mi się go za dużo, gdy potrzebowałam trochę więcej do umycia włosów jego wielkość była odpowiednia.

Zapach: dla mnie delikatny i przyjemny, nie drażnił mnie i nie sądzę, że komuś mógłby się nie spodobać.

Konsystencja i wydajność: żelowa, pieni się przeciętnie. Używając go zgodnie z przeznaczeniem przez 2 tygodnie i 3 razy w tygodniu jako szampon starczył mi na prawie miesiąc, więc uznaję go za naprawdę wydajny :)



Działanie: 2 tygodnie używałam go w roli płynu do higieny intymnej i sprawdzał się u mnie w tej roli dość przeciętnie, nie czułam dzięki niemu zbyt wielkiego odświeżenia, ale nie podrażniał i nie spowodował innych nieprzyjemnych niespodzianek. 
Za to w roli szamponu sprawdza się absolutnie genialnie. Nadal mam podrażniony i suchy skalp- efekty namiętnego zapuszczania i używania wcierek na bazie alkoholu odbiły się na nim. Jest to pierwszy kosmetyk, który długofalowo łagodzi moje problemy ze skalpem, a nie tylko chwilowo i po moim wielkim entuzjazmie przestaje przynosić efekty. Spodziewałam się, że moje włosy na długości będą po nim szorstkie i bez życia, bo tak się zachowywały po szamponie dla dzieci Hipp (chyba jedyny dla dzieci bez rumianku- ale nie wiem czy skład nie uległ zmianie) i nie miałam w tej kwestii wielkich oczekiwań. Jednak okazało się, że włosy są po nim bardzo miękkie i gładkie (ufff, bo nie lubię napuszonych, fruwających włosów). Gdy po myciu nim włosów użyję ulubioną odżywkę lub maskę jest to mój ulubiony duet.



Skład:
w składzie ma glicerynę, mocznik, alantoinę i aloes (rumianku brak, hurra!)


Cena: 4,99 w Rossmannie, obecnie trwa na promocja i kosztuje 3,99.

Jest to moje nowe odkrycie i polecam każdemu kto ma jakieś problemy ze skórą głowy :)

17 grudnia 2014

Szampon i balsam na kwiatowym propolisie Babuszki Agafii

Do zakupu balsamu na kwiatowym propolisie zachęciła mnie bardzo pozytywna recenzja Anwen, a wiadomo jak to w życiu bywa do koszyka wskoczył także szampon do wypróbowania :) Z tej dwójki bardziej byłam zadowolona z szamponu, a dlaczego o tym poniżej :)


Opakowanie: pojemność ogromna, bo aż 600 ml i tu zapewne pojawia się pierwsza myśl osoby, która myśli o jego zakupie- kiedy ja to zużyję? Ja z szamponem poradziłam sobie szybko, bo przy moim codziennym myciu skończył się w ciągu 2 miesięcy przeplatając jego używanie z innymi. Odżywkę powoli sobie zużywam, ale końca nie widać :) Oprócz tego, że tak duże opakowanie jest oczywiście nieporęczne to jakościowo też nie jest za dobre, ponieważ odpadła mi ta srebrna "skuwka" która się znajduje na plastikowym otwarciu. Ma otwór typu klik, który w obu przypadkach nie działa tak jak powinien, bo naciskając do oporu pojawia się taki mały otworek, dzięki któremu nie nie mogłam wydostać balsamu i za każdym razem odkręcałam całe otwarcie, a w przypadku szamponu trochę musiałam czekać aż coś wypłynie. 

Zapach: pewno każdy wyobraził sobie piękny kwiatowy zapach i czasem na blogach też spotykam takie opinie, ale dla mnie w przypadku obu tych kosmetyków jest to klimat proszku do prania i płynu do płukania, a takich zapachów bardzo nie lubię :) Na szczęście nie utrzymuje się on na włosach w ogóle.

Konsystencja: szampon jest dość wodnisty, ale nie na tyle by spływał z dłoni zanim go zaaplikujemy na włosy. Balsam jest średnio gęsty.


szampon 

balsam 



Szampon: jak napisałam na wstępie to z niego byłam bardziej zadowolona niż z balsamu, chociaż on sam nie jest na pewno bez wad. Seria ta została nazwana przez producenta jako: "puszystość i lekkość", której ja niestety nie zauważyłam nigdy. Wręcz przeciwnie- szampon ten w połączeniu z odżywką czy maską, która jest trochę bardziej obciążająca powodował u mnie dość mocno przyklapnięte włosy i mogłam go używać tylko z takimi lekkimi. Jeśli chodzi o właściwości myjące to bardzo dobrze radził sobie ze zmywaniem olei, dobrze oczyszczał, nie powodował wypadania włosów czy podrażnienia skalpu. Podsumowując jest to dość średni szampon jakich na pewno używałyście wiele.

Balsam: niestety na moich włosach nie dawał on ŻADNEGO efektu. Nakładany na 5,10, 15 minut solo, czy nawet na godzinę z półproduktami nie robił z włosami nic ani pozytywnego ani negatywnego. Zupełnie tak jakbym nie nałożyła po myciu włosów niczego. Z zachwytem wczytywałam się we wszystkie recenzje o tym, że dodawał objętości czy włosy były po nim tak puszyste jak nigdy. I w tym wypadku jego pojemność jest dla mnie dużym minusem, bo będę musiała się jeszcze nagimastykować aby go zużyć jak najszybciej, a efektów i tak nie zobaczę żadnych.


Skład szamponu:

Skład balsamu:


Dajcie znać czy miałyście którykolwiek z tych kosmetyków albo inny z tych serii, ja mam w planach zakup duetu na brzozowym propolisie :)

31 października 2014

Oliwkowy szampon do włosów Planeta Organica, czyli najgorszy szampon jaki miałam w życiu

Witam, ostatnio pogoda nas nie rozpieszcza, cały tydzień już odskrobywałam szyby w samochodzie, a dziś na domiar złego pada u mnie deszcz... wieczorem może być ślizgawka, więc nie wiem czy wybiorę się gdzieś na halloweenowe piwo;> Pozostając więc w ponurej tematyce, opowiem Wam o szamponie, który wywołał u mnie niemałe szkody i przyczynił się do mega kryzysu włosowego we wrześniu.

Bohaterem jest oliwkowy szampon z Planeta Organica, który pomimo, że był katastrofą to mój stosunek do rosyjskich kosmetyków oczywiście nie ulega zmianie nadal je bardzo lubię.


Opakowanie to chyba jedyny plus. Jest duże, bo ma aż 360 ml, jego limonkowy kolor od razu przyciąga wzrok. Otwierane na klik- ostatnio jestem fanką takich, bo nie muszę się bawić mokrymi dłoniami w odkręcanie :)

Zapach jest trudny do określenia, na początku mi się podobał, przypominał lekkie perfumy. Po czasie zaczął mi niestety bardzo przeszkadzać i drażnić mnie, mam z tej serii krem do stóp i nie wiem czy komuś go nie podaruję, bo będzie mi się notorycznie kojarzył z tym szamponem.

Konsystencję ma gęstą i kremową, niestety nie do końca mi się to podobało, bo ostatnio wolę te lżejsze, żelowe.

Za co go tak znienawidziłam?
Włosy myję codziennie, więc nie stanowi to dla mnie większego problemu, po 10 latach można przywyknąć- niemniej jednak, jeśli już wieczorem następnego dnia mam tłuste włosy to naprawdę jest coś nie tak... Akceptuję to, że rano są już lekko nieświeże, ale nie to, że wieczorem wyglądają już bardzo nieestetycznie, prowadzi więc to do takiego wniosku, że kompletnie nie radzi sobie z oczyszczaniem włosów, a wręcz przyczynia się do produkcji większej ilości sebum. Sprawa skalpu tak się prezentowała, a jak się zachowywały włosy na długości? Było to dla mnie zaskoczenie, bo tak źle nie było nigdy. Owszem wspominałam Wam, że plątały się z powodu przekarmienia, ale ten szampon to prawdziwy plątacz włosów, były po prostu mega postrączkowane i do tego jakby oblepione takim filmem. Ten film był mega denerwujący i uciążliwy. Trzeci aspekt- do tej pory ciągle myślałam, że to wzmożone wypadanie to kwestia stresu przez egzamin, niestety nie tylko. Jestem miesiąc po nim, a włosy jak leciały tak lecą i wiem, że on się do tego również przyczynił, bo zazwyczaj jak przestawałam się denerwować to włosy przestały niedługo potem wypadać. Dopiero teraz zaczęłam opanowywać problem z emigracją włosów z głowy. 





Jeśli macie pomysł, który składnik mógł zawinić to dajcie znać w komentarzach, ja nie mam póki co pomysłu.

Jeśli mam być szczera to ten szampon nadaje się tylko do kosza, nawet mi podłogi szkoda żeby nim myć. Ot tyle, naprawdę szczerze odradzam.

26 maja 2014

Planeta Organica seria Afryka: szampon i balsam do włosów suchych i zniszczonych z organicznym masłem shea

Witam serdecznie, przepraszam za mniejszą aktywność na waszych blogach, bo jak zauważyłyście nawet u mnie ostatnio mniej postów, a wynika to z kompletnego braku czasu w wyniku kumulacji studiów i pracy... 

Dzisiaj o ciekawym duecie do włosów, mianowicie szamponie i odżywce marki Planeta Organica z serii Afryka: szamponie i balsamie do włosów suchych i zniszczonych z organicznym masłem shea odżywienie i regeneracja.

Producent: "Szampon dzięki zawartości 10 % masła shea wzmacnia włosy, nawilża, odżywia i nadaje im połysku, chroni przed szkodliwymi czynnikami środowiskowymi. Regeneruje ich uszkodzoną strukturę farbowaniem, rozjaśnianiem, suszeniem oraz prostowaniem. Eliminuje podrażnienia i zaczerwienienia, uspokaja skórę głowy, włosy natomiast regeneruje i przywraca im witalność. Kompozycja jest wzbogacona o olejek ze słodkich migdałów, który zawiera szereg kwasów, regeneruje zniszczone i nawilża suche włosy, przyspiesza ich wzrost, eliminuje rozdwajanie i czyni włosy lśniącymi i miękkimi."

Balsam dzięki zawartości 12 % masła shea zapewnia doskonałe nawilżenie włosom suchym, przesuszonym i uszkodzonym, poprawia ich kondycję oraz regeneruje. Regularne stosowanie balsamu pomaga odzyskać włosom blask, miękkość oraz zwiększa ich objętość."


Opakowania choć o standardowych pojemnościach, bo 250 ml, to oryginalne pod względem kształtu, ponieważ są bardzo wysokie. Otwory mają w sam raz, nie wylewa się dzięki nim za dużo kosmetyku, pomimo, że one w swojej konsystencji są dość rzadkie- zarówno szampon jak i balsam.

Przyznam szczerze, że trochę się obawiałam zapachu tej serii, ponieważ nie lubię orientalnych zapachów, które na domiar złego mnie męczą, jednak pozytywnie zostałam zaskoczona :) Zapach jest lekki, niedrażniący, choć ma w sobie orientalną nutę, ale nie taką typową ciężką i kadzidlaną a przyjemną :)

Moje włosy bardzo lubią masło shea, także czułam, że i ten duet przypadnie mi do gustu:) Tak też się stało:) Jak wspomniałam szampon i balsam są dość rzadkie, ale to jest ich zaletą, zważywszy na zamysł producenta na takie opakowanie, bo w innym przypadku ciężko by się je wydobywało. Odżywka mimo to dobrze się nakłada na włosy i nie spływa z nich. Najczęściej biorę je pod prysznic, ale nie uciekają mi z mokrych dłoni. Moje włosy nie są  zniszczone i suche, także nie używałam go często, a góra dwa razy w tygodniu, ale dawał mi świetne efekty. Włosy są po nim ładnie nawilżone i dodawał im objętości, co przy obecnej długości moich włosów jest nie lada sztuką :) Używałam także tego szamponu solo czasami bez dodawania później jakiejkolwiek odżywki i włosy nie były po nim splątane. Oczyszcza on bardzo dobrze, nie powoduje żadnych podrażnień, ale nie odnotowałam uspokojenia skóry głowy.


Balsam:


Szampon:

Skład szamponu Aqua, Organic Butyrospermum Parkii (Shea) Butter (organiczne masło shea), Sodium Сосо-Sulfate, Glicerin, Coco-Glucoside, Cocamidopropyl Betaine , Hibiscus Sudanensis Extract (ekstrakt sudańskiej róży), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olejek migdałowy), Cetearyl Alcohol, Xanthan Gum, Guar Hydroxypropyltrimonium Cloride, Juglans Regia Kernel Oil (olej z orzecha włoskiego), Potassium hydroxide, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sodium Chloride, Parfum.

Skład balsamuAqua, Organic Butyrospermum Parkii (Shea) Btter (organiczne masło shea), Adansonia Digitata (Baobab) Seed Oil, Adansonia Digitata (Baobab) Fruit Extract (olej z drzewa baobab), Persea Gratissima Fruit Oil (olej z avocado), Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Cetrimonium Chloride, Tocopheryl Acetate, Parfum, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid.


Kosmetyki te są obecnie w promocji na stronie Skarbów Syberii: 
szampon za 13,90
balsam również za 13,90

Z tej serii zaciekawił mnie jeszcze szampon z olejem awokado, który na pewno kiedyś przetestuję :)

Fakt iż otrzymałam produkt w ramach współpracy ze sklepem Skarby Syberii nie miał wpływu na moją opinię.

28 kwietnia 2014

Szampon nawilżający Alterra granat i aloes do włosów suchych i zniszczonych

Szampon granat i aloes Alterry jest chyba za mną najdłużej ze wszystkich szamponów tej marki, które miałam okazję używać. Pomimo, że uwielbiam maskę i odżywkę z tej serii on chyba jest najsłabszym produktem z niej, choć nie jest zły :)



200 ml opakowanie, z wygodnym otwarciem, które spokojnie można otworzyć mokrymi rękami. Otwór nie jest ani za duży ani za mały. Pod światło widać zużycie. Jeśli chodzi o wydajność to określiłabym ją jako średnią- wiem, że wiele osób uważa szampony Alterry za bardzo niewydajne, bo nie pienią się one zbyt mocno przez co dolewa się ich i dolewa :) Ja się przyzwyczaiłam do ich żelowej konsystencji także nie zużywam ich aż tak szybko. 

Zapach jest charakterystyczny dla wszystkich kosmetyków z tej linii, jest dość mocny. Nie utrzymuje się jednak na włosach.


Kupiłam go po raz pierwszy, gdy miałam jeszcze problemy z przetłuszczającym się skalpem i dość mocno przyspieszał mi przetłuszczanie się włosów. Myję włosy codziennie i już wieczorem miałam tłuste włosy dzięki niemu, ale były wtedy one znacznie krótsze i miałam wrażenie, że bardzo dobrze działa na długość włosów, nawet. że lekko je nawilża. Teraz kiedy borykam się nadal z przetłuszczającym się skalpem, ale z powodu jego suchości (stąd produkcja nadmiaru sebum) po kuracji Joanną Rzepą okazuje się, że przedłuża mi się świeżość włosów o mniej więcej połowę dnia. Gdy odpuszczę mycie włosów o jeden dzień rano budzę się już z mocno przetłuszczonymi, a po jego użyciu tak do 13 wyglądają jeszcze na świeże. Niemniej jednak muszę użyć po nim jakiejś maski czy odżywki, bo na długość nie działa tak dobrze jak kiedyś, ale nie plącze włosów, bez problemu się rozczesują, nie powoduje przyklapu.


Skład:


Miałyście go? Albo cokolwiek z tej linii?:)

31 marca 2014

DeBa Bio Vital: Nourishing Shampoo (szampon odżywczo-rewitalizujący)

Ostatnio skrupulatnie spisując kosmetyki, które sięgnęły dna uświadomiłam sobie jak dużo szamponów zużywam. W ciągu 2 miesięcy są to około 3 sztuki, dlatego postanowiłam dziś zrecenzować ten, bo niedługo nie wyrobię z recenzjami szamponów, które się skończyły albo niedługo skończą:D 



Szampon nawilżający DeBa dla włosów suchych, zniszczonych oraz farbowanych okazał się całkiem przeciętnym szamponem, ale niczego złego zarzucić mu nie mogę. 

400 ml opakowanie jest nieprzeźroczyste i nawet pod światło nie widać ile jeszcze zostało szamponu, ale do tego przywyknęłam chociażby dzięki szamponom Love2Mix, ale jego dużą wadą było to, że ten otwór otwierał się tylko minimalnie. Wydobycie szamponu sprawiało trochę problemów. 

Zapach jest przepiękny, orzeźwiający i cytrusowy. To chyba największa zaleta tego szamponu. Konsystencja miał żelową.


Jeśli chodzi o samo działanie to producent określił go jako "odżywczo-rewitalizujący" rzut oka na skład powoduje, że nie możemy liczyć na nic szczególnego w tym względzie. Oliwa z oliwek oraz ekstrakt z aloesu są dopiero po zapachu, co oznacza, że jest ich mniej niż 1%, na drugim miejscu SLES. Oczywiście po zużyciu całej butelki jestem pewna, że obiecanych efektów dopatrzeć się nie można. Czy z kolei działa w drugą stronę, czyli wysusza? Nie mogę niestety tego stwierdzić, bo szamponów ze SLES staram się nie używać częściej niż raz w tygodniu. Aczkolwiek nie plącze włosów, nie miałam najmniejszych problemów z rozczesaniem ich. Pienił się słabo, ale jestem do tego przyzwyczajona, także nie skreśliłam go przez to. Był dość wydajny- myślę, że mniej więcej wystarczył mi na kilkanaście użyć. Szamponem stricte oczyszczającym nie mógł być, ponieważ zawierał Polyquaternium-10, czyli oblepiacz.

Skład: 


Kupiłam go w październiku w Biedronce za 5,99.

Poza zapachem nie uwiódł mnie niczym specjalnym, myślę, że ponownie nie skusiłabym się na niego- głównie z powodu składu. 

Miałyście jakiś kosmetyk marki DeBa?:)

26 lutego 2014

Love2Mix: organiczny szampon-krem proteiny pszenicy i żółtko jajka do włosów zniszczonych

Niedługo nowy miesiąc, kolejne denko, a ja jeszcze w poprzednim obiecałam recenzję tego szamponu :) Bardzo go lubię także zapraszam na recenzję.


Producent: "Szampon na bazie organicznych protein pszenicy i żółtka jaj, korzystnie wpływa na włosy i skórę głowy. Żółtka jaj mają wartość odżywczą, chronią włosy przed zniszczeniem, poprawiają ich wygląd, dając wewnętrzną siłę i blask. Organiczne proteiny pszenicy wzmacniają strukturę włosów. Delikatna tekstura zapewnia wyjątkowo łagodną pielęgnację włosów, czyniąc je zdrowymi i pięknymi."

Szata graficzna jak w przypadku wszystkich szamponów tej marki jest estetyczna i wyróżnia się. Opakowanie jest bardzo wygodne- otwarcie typu klik sprawdza się mając mokre dłonie, jest odpowiedniej wielkości. Jedynie nie widać nawet pod światło ile zostało kosmetyku. Pojemność dość nietypowa, bo ma 280 ml



Zapach jest dość nietypowy, ale delikatny i ładny. Raczej niczego mi nie przypomina. 

Jego konsystencja jest genialna, bo przypomina balsam, ma gęstą kremową konsystencję- wyróżnia się na tle pozostałych szamponów Love2Mix, bo nie jest żelowy.

Działanie: pieni się umiarkowanie, ale nie przekłada się to na niewydajność produktu. Nie plącze włosów, dobrze oczyszcza włosy. Gdy po jego użyciu nie zastosujemy balsamu czy odżywki można uznać, że nie wyróżnia się niczym, że jest dość przeciętny. Ale zauważyłam pewną ciekawą rzecz, mianowicie to, że gdy go użyję przed nałożeniem jakiejś odżywki, której działanie dobrze znam to podobija jej działanie, są bardziej miękkie i błyszczące i lepiej się układają, za co właśnie go pokochałam :) Jeśli chodzi o same właściwości regeneracyjne to niestety nie mogę się wypowiedzieć, bo moje włosy takie nie są zniszczone, pomimo, że ten szampon jest do takich przeznaczony, ale kierowałam się samym składem przy zakupie.


Skład

Nie jest zaskoczeniem, że jak w przypadku innych rosyjskich szamponów ma świetny skład :) Zawiera żółtko jajka, proteiny pszenicy i organiczny ekstrakt z owsa, olej z nasion lnu i propolis cedrowy.

A tu cała moja kolekcja: 


1) Szampon nawilżający do włosów suchych ekstrakt z jagód acai i proteiny perły, recenzja TUTAJ, jako jedynego nie kupię ponownie
2) Szampon sewilska mandarynka i organiczny bambus, do mycia ciała i włosów, recenzja TUTAJ
3) Szampon z efektem laminowania z ekstraktem z mango i awokado, recenzja TUTAJ
4) Szampon na porost włosów organiczna pomarańcza i papryczka chili, recenzja TUTAJ
5) I dzisiejszy bohater :)

Miałyście któryś z tych szamponów?:)

24 listopada 2013

Szampon Love2Mix z efektem laminowania

Witam, już dawno nie recenzowałam żadnego rosyjskiego kosmetyku także dziś zapraszam na lekturę szamponu regeneracyjnego Love2Mix z efektem laminowania, z ekstraktem z mango i awokado przeznaczonego dla zniszczonych włosów. Mam go najdłużej ze wszystkich szamponów tej marki, bo aż od kwietnia, a w tym momencie już mi się praktycznie kończy.


Opakowanie podobnie jak w przypadku szamponów, które już wcześniej recenzowałam tej marki jest bardzo wygodne, dziubek otwiera się bez problemu, nie wyślizguje się z mokrej reki. Jedyną w zasadzie wadą jest to, że nie wiadomo ile zostało do końca, bo nawet pod światło tego nie widać. 

Zapach bardzo mi się podoba, przypomina mi kwaśne owoce. Utrzymuje się na włosach tylko dopóki są one mokre. 

Konsystencja jest żelowa, o perłowym pomarańczowym kolorze. Dla mnie odpowiednia, nie przelewa się przez palce. Pieni się dobrze, także osoby, które nie lubią się męczyć ze słabo pieniącymi się szamponami powinny być zadowolone.


Zdecydowałam się na niego, ponieważ z góry wiem, że tradycyjny zabieg laminowania nie jest dla mnie, spodziewałabym się po nim raczej miotły na włosach. Doświadczenie takiego efektu po dwóch kroplach hydrolizowanej keratyny skutecznie mnie tego nauczyło. Moje włosy bardzo nie lubią protein w formie półproduktów, tolerują je w gotowych kosmetykach, ale też nie zbyt często. 

W kwietniu miałam sporo krótsze włosy, jeszcze lubiły żyć swoim życiem, tj. wywijać się ku górze, a ten szampon naprawdę pomógł mi je "ogarnąć". Po nim były ultragładkie i błyszczące. Obecnie już nie mam problemów z wywijaniem się ich, ale to co zostało to niesamowity blask! Osobiście nie miałam nigdy szamponu, który by powodował taki efekt na moich włosach, nawet często odżywka czy maska nie jest w stanie go z nich wydobyć. 
Zmywa bardzo dobrze oleje, dobrze oczyszcza włosy. Rzadko stosuję po nim cokolwiek, ponieważ nie plącze mi włosów, bez problemu je rozczesuję.
Jestem z niego niesamowicie zadowolona, ja mam proste włosy i czytając o nim opinie, właśnie zauważam, że prostowłose dziewczyny są z niego zadowolone, a kręconowłose zupełnie odwrotnie :)


Skład:
 na pierwszym miejscu woda z ekstraktem z mango, na drugim olej awokado, na dalszym hydrolizat protein pszenicy, hydrolizat protein ryżu.

Miałyście go? Polubiłyście?:)

10 września 2013

Love2Mix szampon nawilżający: ekstrakt z Jagód Acai i Proteiny Perły do włosów suchych

Witam, zapraszam na recenzję kolejnego rosyjskiego szamponu Love2Mix, tym razem wersja z Jagodami Acai i Proteinami Pereł. Bambusowy był moim ulubieńcem, pomarańcza i papryczka chili była dość przeciętna, zaś ten bardzo mnie rozczarował. 
 
 
 

Producent: "Unikalny luksusowy szampon zawiera ekstrakty białka perły, które odżywiają, chronią włosy, oraz nadają im elastyczności i sprężystości. Organiczny ekstrakt z jagód acai bogaty w witaminy, nawilża włosy oraz łagodzi podrażnienia skóry głowy. Delikatna konsystencja szamponu podczas mycia daje prawdziwą przyjemność delikatnej skórze głowy, odżywia suche i osłabione włosy. Szampon idealnie nadaje się do codziennego użytku."
 
 
 
Opakowanie jak w przypadku pozostałych szamponów Love2Mix jest wygodne- butelka o pojemności 360 ml z praktycznym otwarciem typu press. Szata graficzna prosta, ale estetyczna.
 
Konsystencję ma żelową, w kolorze jasnego fioletu.

Zapach kojarzy mi się z perfumami nie najlepszej jakości, ale jest obojętny, ani mi się nie podoba, ani też nie przeszkadza. 



I kluczowa sprawa, czyli jego działanie. Nie mam suchych włosów, jedynie końcówki, które pamiętają jeszcze czasy prostowania ostatnio się takie zrobiły. Wszystkich szamponów na początku używam samodzielnie, bez nakładania później maski, odżywki czy balsamu Już po pierwszym myciu i wyschnięciu włosów bardzo się zdziwiłam i to negatywnie... Włosy były bardzo suche, tępe i matowe, dodatkowo się strączkowały i czułam duży dyskomfort, miałam ochotę cały czas przeczesywać włosy. Z racji tego, że zawsze używam około 5-6 szamponów przemiennie, do tego wróciłam po kilku dniach i sytuacja się powtórzyła. Gdy postanowiłam po jego użyciu nałożyć coś na włosy zauważyłam, że przy lekkiej odżywce zachowuje się tak samo, dopiero maska bądź dobrze nawilżająca odżywka niweluje te wyżej wymienione wady. Dobrze zmywa oleje, a także oczyszcza włosy i pieni się bezproblemowo, co dziwne ich nie plącze.

Skład:
 
 Zawiera organiczny ekstrakt z jagód acai, ekstrakt z arcydzięgla i wyciąg z pereł.

Ten produkt niesamowicie mnie rozczarował, kiedyś miałam ochotę na maskę z tej serii, ale wiem, że na pewno jej sobie nie kupię, wolę nie wiedzieć co zrobiłaby z moimi włosami. Jeśli miałabym stawiać dlaczego moje włosy go nie polubiły, myślę, że może chodzić o proteiny perły.

3 sierpnia 2013

Love2Mix Szampon organiczna pomarańcza i papryczka chili na porost włosów

Jak obiecałam recenzuję kolejny rosyjski kosmetyk ;) Tym razem jest to szampon na porost włosów z papryczką chili i organiczną pomarańczą, z którym nie wiązałam w tym temacie żadnych nadziei i się nie rozczarowałam obiecując sobie po nim wiele. 



Co mówi nam o nim producent? "Szampon hamuje wypadanie włosów, stymuluje ich wzrost, posiada działanie odżywcze i regenerujące. Dzięki wchodzącemu w skład szamponu organicznemu ekstraktowi z pomarańczy, szampon głęboko oczyszcza włosy i skórę głowy, wzmacnia cebulki włosowe i pobudza wzrost włosów, odświeża skórę głowy. Organiczny ekstrakt z chili poprawia krążenie, zapobiega wypadaniu włosów. Szampon ma przyjemny zapach, nadaje się idealnie do pielęgnacji, jest idealny do wszystkich typów włosów."

Zaczynając krótko od opakowania to jest ono bardzo wygodne, nie wyślizguje się mokrej dłoni, otwarcie typu press jest niezmiernie wygodne i dozuje nam odpowiednią ilość produktu. Wiem, że dla niektórych czarne opakowanie jest sporą wadą, akurat dla mnie nie, wydaje mi się, że dodaje mu to uroku i niepowtarzalności ;) 



Wydajność jest moim zdaniem dość dobra, bo nie potrzeba go dużo do umycia włosów, wytwarza dość ilość piany. Konsystencję ma standardową dla szamponów Love2Mix Organic, tj. żelową.



Stosuję go od maja, więc myślę, że to jest czas by co nie co o nim napisać ;) 

Zapach to chyba najbardziej kontrowersyjna kwestia w tym szamponie, ponieważ wielu osobom się on nie podoba. Akurat wiecie, że ja zawsze jestem strasznym narzekaczem pod względem zapachów i ciężko trafić w mój gust, ale w tym przypadku spodobał mi się;) Ja określiłabym go jako czekoladę z pomarańczą i chili, jest to dość wyrazisty zapach, ale nie utrzymuje się on na włosach.

Co miesiąc staram się używać jakiegoś produktu na porost włosów, bo jeszcze go mojej wymarzonej długości tj. 55 cm trochę zostało, w maju akurat padło na ten szampon, bo zależało mi aby nie było to nic czasochłonnego. Stosowałam go wtedy solo, tj. bez żadnej odżywki czy maski po jego użyciu, bo po prostu natłok nauki nie pozwalał mi na to żeby poświęcać dużo czasu na pielęgnację włosów. I właśnie jego dużą wadą było to, że plątał odrobinę włosy, ale myślę, że gorsze było w jego przypadku to, że zostawał taką denerwującą lepką warstewkę na włosach, a wiadomo, że pociąga to za sobą przyklap. Mimo to dzielnie go używałam by sprawdzić przyrost. Tutaj się rozczarowałam, bo był to standardowo 1 cm. Włosy oczyszcza dobrze.

Skóra po jego użyciu nigdy mnie nie mrowiła, a starałam się go przetrzymywać ok. 2-3 minuty. Radzę jednak na niego uważać, bo kiedyś wpadła mi piana do oka podczas mycia włosów, to oko konkretne mnie szczypało i parę łez poleciało ;)

Obecnie używam go już wyłącznie z odżywką bądź balsamem po myciu i problem tej lepkiej warstewki zniknął.

Jeszcze poruszając kwestię wypadania- ten problem dopada mnie zazwyczaj w momencie kiedy mam dużo stresu, raczej w innych sytuacjach nie borykam się z tym problemem. Właśnie w maju miałam problem migracji włosów z mojej głowy, ale bynajmniej nie zahamował on tego procesu, w tej kwestii nie zrobił nic po prostu. 

Skład: 


Oprócz ekstraktów z pomarańczy i papryczki chili zawiera ekstrakt z ziarna kakaowca i wyciąg z żeń-szenia. Jak widać ekstraktów jest sporo, ale mi on nie pomógł ;) 


Podsumowując: 
- dobry skład 
- nie przyspieszył porostu włosów 
- nie zahamował wypadania

Nie wiem czy kupię go ponownie, być może po jakiejś okazyjnej cenie ;)

18 lipca 2013

Love2Mix Organiczny Bambus i Sewilska Mandarynka Szampon 2 w 1 do włosów i ciała

Dziś recenzja jednego z moich ulubionych szamponów Love2Mix z ekstraktem z organicznego bambusa i swilskiej mandarynki. Jest to jednocześnie pierwsza recenzja rosyjskiego kosmetyku na moim blogu, ostatnio w mojej kolekcji przybyło ich mnóstwo także będę je sukcesywnie recenzować ;)

Jakoś nie mogłam się zebrać do tej recenzji pomimo iż używam go regularnie od kwietnia i wyrobiłam sobie już zdanie o nim na tyle by się nim z Wami podzielić ;)




Producent: "Szampon jest przeznaczony do skutecznego oczyszczania włosów i ciała. Organiczny ekstrakt z mandarynki odświeża skórę i włosy, nasyca je życiodajną wodą i witaminami. Organiczny ekstrakt z bambusa posiada działanie antyoksydacyjne, wzmacnia włosy i nawilża skórę głowy. Szampon jest aromatyczny, poprawia nastrój, delikatnie oczyszcza i zmiękcza włosy i skórę głowy, daje długotrwałe uczucie świeżości". Oprócz tych ekstraktów zawiera organiczny ekstrakt z cytryny, zimoziół północny, proteiny jedwabiu i ekstrakt z ryżu.

 


Zacznę może od tego, że mam kilka kosmetyków z Love2Mix i każdy mnie zaskakiwał swoim zapachem, są one tak nieoczywiste, że to zawsze okazuje się dla mnie przyjemną niespodzianką ;) Idąc do drogerii kupując jakiś kosmetyk z mandarynką wyobrażamy sobie już zapach, po prostu słodki i otulający... Tutaj otwierając nakrętkę okazało się, że w ogóle nie czuć mandarynki, wyczuwamy sam zapach bambusa ;)

Opakowanie jest niezmiernie poręczne, nie wyślizguje się pod prysznicem z mokrej dłoni, szybko się go otwiera przyciskiem typu press, przez mały otwór wypływa naprawdę mała ilość produktu i nie ma szansy by coś się marnowało. Czytałam kiedyś na jednym z blogów niezadowolenie z grafiki tych szamponów iż są czarne i nie widać w ogóle ile zostało produktu w środku. Dla mnie osobiście nie jest to wada, bo grafika marki Love2Mix bardzo mnie urzekła, jest niby prosta, ale te połówki serca wyglądają obłędnie.



Kolor szamponu jest zielony ;-) Jest on wydajny, naprawdę mała ilość produktu wystarczy do umycia włosów, pieni się on bardzo dobrze.

Już jak wspominałam lubię ten szampon za jego działanie. Mimo braku SLS czy SLES oczyszcza naprawdę świetnie. Myję włosy codziennie, ale kiedyś siedząc w domu w stercie notatek nie myłam ich przez 3 dni, więc można sobie wyobrazić stan moich mocno przetłuszczonych włosów- szampon ten jednak świetnie je oczyścił i nawet ich nie myłam dwa razy pod rząd. Przy jego regularnym stosowaniu zauważyłam, że przedłuża świeżość moich włosów do 2 dni, z czego bardzo się cieszę. Osobiście nie uważam, że szampon ma tylko myć włosy, zawsze oczekuję czegoś więcej co spowoduje, że kupię go ponownie. A tak jest w tym przypadku, bo oprócz przedłużenia świeżości posiada inne zalety: w ogóle nie plącze moich włosów, stosowanie po nim odżywki staje się całkowicie zbędne, a jest to nie lada wyczyn, bo przy aktualnej długości moich włosów prawie wszystkie szampony je plączą. Włosy po jego użyciu pomimo braku odżywki nie strąkują się i są miękkie.



Jest to produkt 2 w 1, ale nie używałam go nigdy do mycia ciała, skupiam się tylko na myciu włosów nim.

Cena tego szamponu uśredniając wynosi ok. 16 zł za 380 ml (ceny są różne w różnych sklepach internetowych). Uważam, że za taką pojemność i jakość to nie jest wygórowana cena ;)

30 czerwca 2013

Szampony Alterra: papaja i bambus oraz migdał i jojoba

Dziś zrecenzuję dwa szampony Alterry by Was już nie zanudzać oddzielnymi recenzjami tych produktów, bo to już trzeci i czwarty szampon Alterry w mojej włosowej kolekcji.

 


Szampon dodający objętości Papaja i Bambus do włosów delikatnych i pozbawionych witalności:



Gdybym go recenzowała kilka miesięcy temu byłoby nad nim zdecydowanie więcej zachwytów aniżeli w tej recenzji, ponieważ wówczas był moim wybawcą. Po odstawieniu prostownicy moje włosy niemiłosiernie się wywijały, a po nim były zdyscyplinowane i proste dlatego też sięgałam po niego bardzo często, nawet mam jeszcze jedną butelkę w zapasie.

Konsystencja: żelowa

Zapach: zdecydowanie najładniejszy ze wszystkich szamponów Alterry, rześki i mocno owocowy. 

Działanie: dobrze się pienił i oczyszczał włosy. Obiecywanego przez producenta efektu objętości nie uświadczyłam, o czym wspomniałam już wyżej- wówczas był mi bardzo pomocny, teraz kiedy moje włosy podrosły, raczej włosy są oklapnięte, ale nie jest to efekt mocno zauważalny na tyle by przeszkadzał. Ten oraz wariant z kofeiną i biotyną zdecydowanie najwydajniejsze ze wszystkich Alterrowych szamponów. 

Skład:






Łagodny szampon Migdały i Jojoba dla wrażliwej i podrażnionej skóry:




Konsystencja: żelowa jak wszystkich szamponów Alterry, ale zdecydowanie bardziej wodnista niż pozostałych, przez co był najmniej wydajny i starczył mi bodajże na 5 razy 

Zapach: lekki, nienachalny, owocowy 

Działanie: pienił się przyzwoicie i dobrze oczyszczał. Nie mam co prawda ani wrażliwej ani podrażnionej skóry głowy, kupiłam go jedynie z ciekawości, aczkolwiek moje włosy go kompletnie nie polubiły... Zauważyłam, że po umyciu włosów tym szamponem i ich wyschnięciu, po wyjściu na dwór włosy po 5 minutach były całe w strączkach nawet przy lekkim wietrze i dzięki niemu wymagały notorycznego czesania. Zdecydowanie lepiej było gdy po myciu zastosowałam odżywkę Alterry z granatem i aloesem, ale nie przekonuje mnie to do kupna tego szamponu ponownie, ponieważ nie wyróżnił się niczym szczególnym, a to przyczynianie się do strąkowania się włosów go przekreśla, bo nie lubię iść przez miasto i ciągle myśleć o tym, że wyglądają nieestetycznie i trzeba je rozczesać... ;)


Skład:





Cena: 9,49, w promocji 6,99 za 200 ml, dostępne w Rossmannie


O szamponie z kofeiną i biotyną pisałam tutaj, a o moreli z pszenicą tutaj.






Dzisiaj kończy się podsumowanie akcji Kolorowe Lato na paznokciach: głosować można tutaj, gdyby ktoś miał ochotę na mnie zagłosować będę wdzięczna za każdy głos ;)) Mam numer 15 ;-)

Jutro niestety znika usługa Google Reader, trochę się tego obawiam, bo była to jednak ogromna wygoda, co prawda już jakiś czas temu założyłam Bloglovin i importowałam obserwowane blogi, ale jakoś nie mogę się przestawić na korzystanie z niego, niemniej jednak będę musiała się jakoś przyzwyczaić ;) Mam nadzieję, że będziecie jeszcze do mnie zaglądać ;-)