29 listopada 2014

Nowości Makeup Revolution, Zoeva i Hakuro

Witajcie, pisząc tego posta siedzę po raz pierwszy z maską do włosów z dodatkiem spiruliny i ciekawa jestem efektów ;) A tymczasem pokażę Wam haul z pędzlami marek Hakuro i Zoeva oraz kosmetykami Makeup Revolution, od których się co raz bardziej uzależniam ;)

1) Makeup Revolution matowa szminka w płynie Keep Flying for You
2) Hakuro pędzel do różu H24- jednym słowem w końcu go mam! Róż nakładam codziennie, a mój pędzel z zestawu no name zaczął mnie strasznie męczyć, a o planach zakupowych tego wspominałam już rok temu
3) Makeup Revolution- Iconic 3, jestem po prostu uzależniona od paletek cieni tej marki, ta jest już 3! ;)


4) Makeup Revolution rozświetlacz Golden Light- kompletnie mnie do siebie nie przekonywał dopóki nie obejrzałam filmiku Katosu, w którym go bardzo polecała
5) Makeup Revolution rozświetlacz Pink Lights 
6) Makeup Revolution róż w kremie Rose Cream- wpadł mi w oko z powodu ciekawego koloru;) 
7) Zoeva chyba najbardziej znany pędzel tej marki- do rozcierania 227
8)  Makeup Revolution farbka (wedle tłumaczenia) do brwi Fairest- impulsywny zakup po którym niestety okazało się, że nie jest to farbka a żel do brwi, więc trochę się rozczarowałam tym faktem, ale będę testować i zobaczymy czy go polubię :)
9) Makeup Revolution pigment Allure- kolor na zdjęciach mega mi się podobał, ale natury nie oszukam, w fioletowych cieniach wyglądam jakby ktoś mi podbił oczy
10) Makeup Revolution Temptress- mam ogromną słabość do tego koloru ;)

Na zdjęciu zabrakło jeszcze pędzla do brwi z Zoevy nr 322 ;)

Macie coś z moich nowych nabytków?:) 

28 listopada 2014

Biały Jeleń: hipoalergiczny żel do higieny intymnej Kora Dębu

Markę Biały Jeleń dopiero zaczynam poznawać jest to akurat mój pierwszy produkt nie licząc mydła owsianego, które mam w zapasach ;)


Producent: "Kojący żel do higieny intymnej to specjalnie opracowana formuła do codziennej higieny i pielęgnacji intymnych miejsc kobiety. Zawiera łagodzącą alantoinę oraz kwas mlekowy, który wspomaga naturalne mechanizmy obronne ciała prze zewnętrznymi podrażnieniami. Żel zmniejsza ryzyko występowania infekcji i korzystnie wpływa na błony śluzowe. Zapewnia komfort użycia i długotrwałą świeżość. 
Ekstrakt z kory dębu zawiera łagodzące substancje myjące pozyskiwane z roślin, głównymi substancjami aktywnymi są garbniki. Działa ściągająco oraz łagodzi drobne otarcia śluzówki. Wzmacnia naturalny system ochronny błon śluzowych. Łagodzi stany zapalne oraz przyspiesza gojenie mikrourazów. Ekstrakt z kory dębu wykazuje działanie antybakteryjne i grzybobójcze, przeciwzapalne, ściągające, oczyszczające."

Opakowanie to ogromna 500 ml butla z dozownikiem, który się nie zacinał, dozował taką ilość produktu, która wystarczyła na jednokrotne użycie. Dla mnie plus, że przeźroczyste, bo lubię kontrolować dokładnie zużycie i nie mieć niespodzianki kiedy sięgnie dna, a w zapasach w tym zakresie pustki ;)

Zapach możliwe, że kogoś rozczaruję, ale ja uwielbiam takie zapachy i mi w 100 % przypadł do gustu, bo kojarzył mi się z męskimi perfumami ;)

Konsystencja typowo żelowa, więc żadnego zaskoczenia w tym względzie nie było.


Działanie: produkt pieni się dość dobrze, ale nie intensywnie z czego bardzo się cieszyłam, bo nie znoszę jak produkty do higieny intymnej właśnie tak mocno się pienią. Dużym plusem jest to, że odświeżał na bardzo długo, nie wysuszał skóry. Nie mogę się natomiast wypowiedzieć co do obietnic producenta w zakresie łagodzenia stanów zapalnych czy przyspieszenia gojenia mikrourazów, bo takich problemów z trakcie jego stosowania u siebie nie odnotowałam. Używany dwa razy dziennie wystarczył mi na 2,5 miesiąca także uważam to za bardzo dobry wynik.



Skład:
początek składu niestety nie powala, dopiero na 6 miejscu znajdziemy ekstrakt z kory dębu, zaraz za nim kwas mlekowy i jeszcze przez zapachem alantoinę, po nim zaś pantenol.

Kupiłam go w lokalnej drogerii za 8 zł, także cena jak najbardziej na plus ;)

Dajcie znać co miałyście z tej marki i co polecacie ;-)

26 listopada 2014

Fitomed płyn do kąpieli Kwiat Araniki

Dzisiaj kolejna recenzja kosmetyku z Fitomedu tym razem jest to płyn do kąpieli. Sam kosmetyk wpadł w moje ręce już w czerwcu, ale czekałam z jego używaniem na jesień, a dlaczego wyjaśnię później ;)


Producent: "Kosmetyk do kąpieli w postaci gęstej galaretki, bez zawartości SLS, pieni się na bazie mydlnicy lekarskiej. Zmiękcza wodę, zapobiega wysuszaniu się skóry, poprawia mikrokrążenie, relaksuje. Nie podrażnia, działa aromaterapeutycznie. Aktywne składniki: mydlnica, kwiat araniki, nasiona kasztanowca, igliwie sosnowe, marzanka, substancje nawilżające i osłaniające."

Opakowanie: typowe dla marki Fitomed, prosta szata graficzna, wymienione ekstrakty i właściwości produktu. Pojemność 300 ml, otwierane na klik, mały otwór, ale nie trzeba czekać wieczność na to by wlać go do wanny, bo jego konsystencja nie jest na tyle gęsta by stanowiło to jakiś problem. Właśnie też nie do końca bym ją określiła tak jak producent, czyli jako galaretkę, raczej coś pomiędzy żelem a galaretką.

Zapach: i to jest właśnie ten powód dla którego czekałam z jego używaniem aż do jesieni, nie do końca komponował mi się z latem i upałami, a wiedziałam że kąpiel jesienią z jego użyciem będzie prawdziwą ucztą zapachową. Pachnie według mnie lasem iglastym, dominuje w nim właśnie zapach igliwia sosnowego i nie jest to taki zapach jak w typowych płynach do kąpieli, które pamiętam z dzieciństwa, czyli taki wielki zielony płyn o zapachu "leśnym". Ten jest subtelniejszy i bardziej prawdziwy.  




Działanie: głównym celem mojej recenzji będzie pokazanie, że nie jest to standardowy płyn do kąpieli jakich wiele, tj. wlewamy do wanny, mamy masę piany spod której nie widać człowieka i na dodatek jakiś ładny różowy czy inny kolorek. Na pewno jest to płyn inny i w moim przypadku przełamujący nudę płynów Luksja, których mam sporo i trzeba mieć do niego trochę inne podejście ;) Kolor na zdjęciu wyszedł mi czekoladowy, patrząc na niego w butelce jest czarny- i już to jest dla mnie świetne, oczywiście barwi wodę na taki ciemny brąz/czerń i nie każdemu może się to spodobać. Z uwagi na brak SLS czy SLES nie ma po jego użyciu ogromu piany, jest naprawdę niewielka, ale jak już wspomniałam zapachem nadrabia. Zauważyłam też, że zostawia na skórze taką przyjemną warstwę, która powoduje, że skóra jest o wiele bardziej miękka i mogę spokojnie zrezygnować dzięki temu z balsamu. 



Skład:
ekstrakt z mydlnicy lekarskiej, kwiatu araniki, nasion kasztanowca, igliwia sosnowego, ziela marzanki, gliceryna.

Znacie go?:)

24 listopada 2014

Krem do rąk na bazie organicznego kakao Planeta Organica

Witam! ;) Dziś kilka słów o kakaowym kremie do rąk z Planeta Organica, akurat kosmetyki tej marki do ciała kupuję bardzo chętnie, za to do włosów podchodzę bardzo sceptycznie, bo niewiele z nich się u mnie sprawdziło.


Producent: "Krem stworzony w oparciu o organiczne ekwadorskie masło kakaowe odżywia i doskonale nawilża. Krem natychmiast wsiąka chroniąc skórę przed wpływem negatywnych czynników zewnętrznych."

Opakowanie: niestety pod względem szaty graficznej mnie nie zachwyciło, jedynie ogranicza się do kilku napisów i zmiennego koloru dopasowanego do danej linii kosmetycznej. Pojemność ma standardową, mieści w sobie 75 ml produktu. Otwarcie typu "klik" jest moim ulubionym, bo nie muszę potem się męczyć z zakrętką mając tłuste dłonie, chociaż wiem, że wiele osób takiego nie lubi, bo może się w niekontrolowany sposób otworzyć w torebce.

Zapach: jeśli ktoś spodziewał się tak jak ja wyrazistego zapachu kakao to trochę zapewne się rozczaruje, bo niestety nie jest tak przyjemnie "gorzki" jak prawdziwe, tylko dużo bardziej słodki. Brzydki czy mdły oczywiście nie jest, ale można to ująć tak, że rzeczywistość rozminęła się z moimi oczekiwaniami. Utrzymuje się na skórze nawet do 2 godzin.

Konsystencja: określiłabym ją jako średnio gęstą, na pewno nie jest ani wodnisty ani bardzo gęsty i ciężki.



Moja opinia: jeszcze 2-3 lata temu krem do rąk był dla mnie tylko przykrym obowiązkiem i jeśli już musiałam go użyć to tylko robiłam to przed pójściem spać. Obecnie wiele się zmieniło, bo staram się czerpać z tego przyjemność i polubiłam kremowanie rąk, oczywiście pod warunkiem, że trafię na taki, który spełni moje oczekiwania ;) Akurat ten po części je spełnia. Bardzo szybko się wchłania i nie zostawia żadnej tłustej warstwy, więc po 2 minutach mogę spokojnie wrócić do czynności, które robiłam wcześniej. Jeśli chodzi o nawilżenie to w momencie kiedy nie mam przesuszonych dłoni sprawdza się dobrze- jest optymalne, kiedy np. są już przesuszone z powodu np. intensywnych porządków w domu czy pogody na zewnątrz, która zmusza mnie do skrobania szyb w aucie niestety jest zdecydowanie za słaby. Faktycznie wchłonie się błyskawicznie, ale wtedy kremować dłonie musiałabym co 10 minut żeby przynieść ulgę mojej skórze, wówczas to nawilżenie jest bardzo krótkotrwałe- wystarczy, że pójdę umyć dłonie chwilę po jego aplikacji i znów muszę go użyć. 


Skład:
zawiera już na 2 miejscu w składzie organiczne masło kakaowe, glicerynę, olej jojoba, ekstrakt z jeżówki wąskolistnej, witaminę E, hydrolizowane proteiny pszenicy.

Podsumowując kiedy nie mam większych problemów ze skórą dłoni sprawdza się bardzo dobrze, niestety z przesuszonymi dłoniami nie radzi sobie kompletnie.

22 listopada 2014

Fitomed: ziołowy balsam do ciała Lukrecja Gładka

Mój nastrój dziś jest tak kiepski jak pogoda za oknem, więc nie mam pomysłu na jakikolwiek sensowny wstęp, więc od razu zapraszam Was na recenzję ziołowego balsamu do ciała Lukrecja Gładka z Fitomedu:)

Producent: "
Składniki bioaktywne: wyciąg z lukrecji, nostrzyka, rumianku, prawoślazu, szałwi, witamina E, d-panthenol.
Właściwości: naturalna alantoina zawarta w nostrzyku i prawoślazie znacznie poprawia chłonność preparatu. Balsam dobrze rozsmarowuje się, nie pozostawia białych smug i nie daje uczucia lepkości.
Działanie: nawilżające, regenerujące. Regularne stosowanie balsamu ujędrnia skórę. Naskórek nabiera ładnego połysku, jest gładki i jedwabisty w dotyku.
Fitomed poleca: dla skóry skłonnej do wysuszania się i łuszczenia, oraz do skóry wrażliwej. Skuteczny w łagodzeniu objawów nadmiernej ekspozycji słonecznej."


Opakowanie o pojemności 250 ml jest przeźroczyste, ma otwarcie typu "klik" i dozuje odpowiednią ilość produktu, nie mam problemów z jego wydobyciem i dodatkowo łatwo się go zamyka natłuszczonymi dłońmi.

Zapach jest delikatny i dość słodki, ja bym go określiła jako mleczny, bardzo spodobał się nawet mojej mamie, która w tym względzie jest bardzo wybredna.

Działanie: ma dość wodnistą konsystencję, przez co bardzo szybko się wchłania i nie zostawia żadnej tłustej warstwy, można go spokojnie użyć rano, ubrać się i szybko wyjść, a więc zapewnienia producenta w tej materii sprawdziły się. Konieczne jest jego codzienne używanie, ale tylko na nogi (akurat skórę w tym obszarze jesienią i zimą mam dość wymagającą) ponieważ wieczorem następnego dnia skóra jest już lekko ściągnięta i czuję, że muszę go ponownie użyć. W przypadku np. ramion nie jest konieczne jego codziennie stosowanie. Aczkolwiek nie jest to dla mnie problem, bo jesienią i zimą jestem dużo bardziej zmobilizowana do regularnego używania różnych mazideł. I faktycznie regularnie stosowany bardzo ładnie ujędrnia skórę.

Wydajność: używam go od miesiąca i jestem w połowie opakowania, także myślę, że jest w porządku.


Skład:
Na 8 miejscu w składzie ukryła się parafina, na szczęście dopiero po wielu ekstraktach i stosując go nie czuję postępującego wysuszenia, z którym miałam do czynienia w przypadku innych balsamów, gdy ten składnik był już na drugim miejscu.

Polubiłam go, ale myślę, że byłby idealny na lato, ponieważ wtedy moja skóra nie jest zbyt wymagająca, bo unikam słońca jak mogę ;)

Znacie go?:)