30 kwietnia 2015

Jak poszalałam na promocji Natury na kolorówkę

Obecnie równolegle trwają promocje na kolorówkę w Rossmannie, na które się nie wybrałam- możliwe, że pójdę dopiero, gdy będzie tydzień z lakierami do paznokci :) Niemniej jednak mam ogromną słabość do marki Catrice, więc Naturze się pojawiłam i przepadałam :)

1) Wodoodporny puder matujący- ktoś się orientuje czemu go nie ma na stronie Catrice? Solidne opakowanie z lusterkiem i słowo klucz wodoodporny przemówiły do mnie :)
2) Lakier nr 64 It's Time For Lovender
3) Lakier nr 53 Inner Purple Of Trust
4) Lakier Essence nr 31 electriiiiiic
5) Szminka- nowy kolor: nr 390 On The Pink Side Of Life

6) 2x Colour Correcting, niedługo skończę drugie opakowanie, więc wzięłam dwa na zapas, bo go uwielbiam
7) Puder matujący All Matt Plus- ten transparentny wydał mi się na tyle przyjemny, że postanowiłam przetestować go :)
8) Top Coat ultra gloss nail shine- kupiłam drugie opakowanie, bo akurat jestem w trakcie pierwszego i tak mi się spodobał, że wzięłam z obawy przed wycofaniem

Teraz pudrów z pewnością mi nie zabraknie:)


Jeśli chodzi o ceny to czytałam na facebooku na profilu Natury sporo zarzutów, że zostały one sztucznie zawyżone na promocję- Natura z kolei tłumaczyła się tak, że zbiegło się to w czasie z podwyżką, która będzie na stałe. Puder Colour Correcting do tej pory kosztował 18,99, na tej promocji cena była podniesiona do 19,99- resztę kosmetyków kupiłam w cenie, które obowiązywały do tej pory. Na pewno wyższą cenę widziałam przy słynnym kamuflażu Catrice i szminkach Essence Longlasting. Ciekawa jestem jakie będą ceny za kilka dni :) 

Dajcie znać czy coś co chciałyście kupić faktycznie miało wyższą cenę niż przed promocją :) 

28 kwietnia 2015

Baikal Herbals: krem odżywczy do twarzy na noc do cery suchej i wrażliwej

Dzisiaj o moim kolejnym rosyjskim hicie do twarzy jednej z moich ulubionych marek, czyli Baikal Herbals. Wcześniej do grona moich ulubieńców dołączył krem na dzień do skóry suchej i wrażliwej (klik) i tonik do twarzy (klik).


Producent: "Krem odżywczy do twarzy o wysokiej zawartości biologicznie aktywnych ekstraktów z ziół bajkalskich. Eliminuje uczucie napięcia, intensywnie odżywia i nawilża. Likwiduje suchość skóry i nadmierne łuszczenie, pobudza regeneracje komórek skóry. Dzięki roślinnym składnikom aktywnym przywraca prawidłową równowagę skóry, likwiduje objawy zmęczenia, zapewnia uczucie komfortu i odpowiednie nawilżenie. Krem nie zawiera parabenów i PEG."


Opakowanie o pojemności 50 ml typu airless, jest bardzo wygodne i higieniczne, ale kompletnie przez nie nie widać ile produktu zostało w opakowaniu i jego koniec był dla mnie oczywiście zaskoczeniem :) Do pokrycia całej twarzy wystarczyły mi dwie pompki. Dodatkowo krem był zapakowany w kartonik, który był zaklejony z góry i z dołu, więc miałam pewność, że to ja pierwsza dobieram się do kremu :) Samo opakowanie podoba mi się i pod względem szaty graficznej i smukłości, ponieważ bardzo ładnie i oryginalnie wyglądało na toaletce.

Dla mnie krem ten jest praktycznie bezzapachowy.

Działanie: od dawna używam kremów rosyjskich- to im zawdzięczam znaczną poprawę skóry, ponieważ pozbyłam się wyprysków, stopień nawilżenia i kondycja skóry są zadowalające. Bohatera dzisiejszej notki zaczęłam używać jeszcze zimą- na noc nie był dla mnie do końca wystarczający z uwagi na mocno przesuszoną skórę, ale za to świetnie sprawdzał się pod makijaż rano :) Skóra dzięki niemu dostawała rano zastrzyk nawilżenia, skóra była gładka i z podkładem od razu współpracowało się lepiej. Krem sam w sobie jest dość rzadki przez co gorzej mi się go mieszało z kwasem hialuronowym niż z typowymi ciężkimi kremami, ale dawał radę :) Kiedy najbardziej sroga zima minęła używałam go solo na noc i był dla mnie wystarczającym nawilżaczem.
Bardzo lubię go za to, że skóra dzięki niemu była gładka, nie zapychał (!), nie podrażniał i błyskawicznie się wchłaniał. 


Skład:
w składzie nie ma parafiny i parabenów, czyli czegoś czego nie uznaję w tym momencie w kosmetykach, za to znajdziemy ekstrakty z: miodunki plamistej, rokitnika, bergenii, organiczny olej z szałwii, ze ślazu dzikiego oraz masło shea, które lubiło zapychać mi skórę, ale z racji tego, że nie znajduje się zaraz na początku składu nie pojawił się ten problem, olej awokado, wosk pszczeli, ekstrakt z rumianku rzymskiego, ekstrakt z imbiru i alantoinę.

Podsumowując krem jest bardzo dobry aczkolwiek na przesuszoną skórę zimą nie sprawdza się aż tak dobrze w roli kremu na noc, ale godnie za to spisuje się jako krem na dzień. Myślę, że dla skóry mniej wymagającej niż moja mógłby być odpowiedni nawet przy niskich temperaturach.
Na pewno kupię go jeszcze nie raz, bo skończył się mi w tym tygodniu i już mi go brakuje:)

26 kwietnia 2015

Pharmaceris: delikatny peeling enzymatyczny do twarzy Puri-Sensipil

Mam skórę wrażliwą, więc mogę używać tylko peelingów enzymatycznych, więc koniecznie chciałam wypróbować ten marki Pharmaceris, z którą jeszcze nie miałam styczności.


Producent: "Wskazania: peeling polecany dla skóry delikatnej, nadwrażliwej, podatnej na podrażnienia i alergię, szarej oraz zmęczonej.
Działanie: zawarte w peelingu naturalne enzymy proteolityczne doskonale usuwają martwe komórki naskórka bez konieczności tarcia. Peeling wygładza i lekko rozjaśnia skórę wyrównując jej koloryt. Formuła wzbogacona została o higroskopijne cząsteczki wzmacniające właściwości nawilżające peelingu. Preparat regeneruje skórę zwiększając jej zdolność do przyswajania substancji aktywnych zawartych w kremach. 
ZAAWANSOWANE NAUKOWO, INNOWACYJNE FORMUŁY IMMUNO-PREBIOTIC oraz LEUKINE-BARRIER ukierunkowane są na regulację systemu immunologicznego skóry i łagodzenie podrażnień. Stymulują wzrost ochronnej, fizjologicznej mikroflory naskórka, zmniejszając nadwrażliwość skóry. Aktywnie zapobiegają podrażnieniom, zaczerwienieniom, świądowi oraz pieczeniu, wpływając na zdrowy wygląd i stan skóry."

Zapach: bezzapachowy co w takich produktach bardzo mi się podoba.

Opakowanie o pojemności 50 ml wykonane z jest z miękkiego plastiku, więc pod koniec łatwo będzie mi go wydobyć, a nawet przeciąć opakowanie. Konsystencja jest typowa dla takich peelingów- dość śliska przez co bardzo łatwo się nakłada i zmywa.


Działanie: mój narzeczony oraz wiele innych moich znajomych uważa, że wszystko co jest apteczne jest dobre. Ja nigdy tak nie uważałam po tym jak wszystkie kosmetyki Vichy uczulają mnie jak jeden mąż. Jestem bardzo zrażona do kosmetyków z parafiną, a ten peeling ma go bardzo wysoko w składzie. Dodatkowo ma alkohol, który zapewne ma pomóc w penetracji składników w głąb skóry, ale niestety efekt tego peelingu jest taki, że moja skóra dzięki niemu pół minuty po zmyciu jest gładka, czyli taka jak powinna być po takim peelingu, a potem jest ściągnięta i woła o mocno nawilżający krem. Producent zaleca trzymać go około 5-8 minut i tyle dokładnie trzymam. Za pierwszym razem kiedy go używałam czułam lekkie pieczenie i skóra była zaczerwieniona, więc na pewno nie eliminuje zaczerwienień i podrażnień skoro sam je generuje. Nie zauważyłam rozjaśnienia i wyrównania kolorytu.


Skład:
dla mnie ogromnym minusem jest obecność parafiny już na trzecim miejscu a w dalszych alkoholu.

Peeling kosztował mnie jak widać na zdjęciu aż 22 zł, a mój ulubiony z Ziaji o którym pisałam tutaj kosztuje ok. 10 zł a jest o niebo lepszy. 

Reasumując na pewno do niego nie wrócę z uwagi na działanie, które są niemal czymś odwrotnym w stosunku do obietnic producenta, cenę która jest nieadekwatna do efektów oraz do składu. 

Znacie jakieś kosmetyki tej marki? Jakie są Wasze ulubione peelingi? :) Niedługo biorę się za testy tego wygładzającego z Sylveco z korundem  :)

25 kwietnia 2015

Biochemia Urody: serum antyoksydacyjne flavo+C15EF- wersja oryginalna

Witajcie, dzisiaj recenzja mojego odkrycia z przełomu roku 2014 i 2015, czyli serum z witaminą C z Biochemii Urody. Wybrałam wersję oryginalną dla cery suchej i naczynkowej, druga opcja to lekka dla mieszanej i tłustej. Dokupiłam także kompleks silikonowo-malinowy- wiem, że dużo osób się go obawia z uwagi, że może zapchać, ale w moim przypadku nic takiego się nie działo. 

Nie będę przedstawiać Wam całej procedury jak mieszać, ponieważ pełne informacje można znaleźć bezpośrednio na Biochemii Urody- KLIK oraz na wielu innych blogach stąd też nie chcę się powielać.


Z takich technicznych uwag powiem, że zmieszałam tylko te składniki, które dostałam w zestawie plus 5 kropel kompleksu silikonowo-malinowego, nie dodawałam alkoholu 95 %, ponieważ okazało się, że nawet go nie miałam w domu. Sam alkohol służy do zmniejszenia lepkości serum oraz do tego by poprawić penetrację składników w głąb skóry. Wcześniej nie miałam do czynienia z samodzielnym robieniem kosmetyków, to było moje pierwsze doświadczenie w tym zakresie, więc śmiało mogę powiedzieć, że trzymając się instrukcji każdy sobie poradzi z jego zrobieniem :)

Serum ma trwałość 4 miesiące, serum zrobiłam 6 października, więc na etykietkach oznaczyłam sobie jego trwałość do 6 lutego. Nie zdążyłam go całkowicie w tym czasie zużyć, ponieważ robiłam sobie przerwy pomiędzy jego stosowaniem, a dlaczego to wyjaśnię później.

Buteleczki, które są nam potrzebne są dwie- pierwsza plastikowa służy nam do zmieszania wszystkich składników i trzymamy ją potem w lodówce. Nie posiada żadnej pipetki. Druga mniejsza- szklana buteleczka zostaje nam po glikolu, posiada ona pipetkę i w niej przechowujemy poza lodówką porcję na najbliższe dni. Proces przelewania z tej lodówkowej porcji do tej szklanej na początku jest prosty, bo pipetką wyciągniemy płyn, potem trzeba się trochę namęczyć z przechylaniem tej butelki by wydobyć serum.


Działanie: i tutaj mogę zacząć pisać pieśni pochwalne mimo, że początki nie były takie kolorowe :) Ja nigdy się nie zniechęcam, więc tym bardziej to serum wymagało ode mnie cierpliwości by potem zobaczyć efekty, które mogę określić mianem wow! :) Pierwsze aplikacje były specyficzne, ponieważ nakładając serum na twarz zaczynała ona mnie szczypać na tyle mocno, że myślałam, że pocieram ją sobie rozbitymi kawałkami szkła i trę do oporu. Takie szczypanie trwało góra minutę, także było to do wytrzymania. Skóra niemniej jednak nie była później zaczerwieniona ani podrażniona. Na efekty nie musiałam wybitnie długo czekać, ponieważ zauważyłam dość szybko, że jest gładka i miękka, wygląda na bardzo wypoczętą i zrobiła się jaśniejsza. Lekkie przebarwienia, które były pamiątką po wypryskach sprzed kilku lat również wyglądały na dużo jaśniejsze. Używałam go na noc- czasem solo czasem pod krem i za każdym razem byłam zadowolona z efektu.
Niemniej jednak stwierdziłam, że po około 3 tygodniach trzeba zrobić 1 tydzień przerwy, bo te efekty nie były tak spektakularne i miałam poczucie jakbym wcierała sobie po prostu wodę w twarz. Gdy odczekałam i wracałam do niego znów widziałam jego świetne działanie. 

Serum też mimo obecności kompleksu silikonowo-malinowego nie zapchało mnie- wręcz gdy pojawiło się jakieś podrażnienie czy ranka dużo szybciej się goiły dzięki temu serum.

Wracając jeszcze do takich aspektów jak zapach: to mi ogromnie się on podoba :) Wiem, że wielu osobom może się wydawać taki typowo apteczny i paskudny, ale ja się od niego uzależniłam :)

Zawsze kremu pod oczy czy na twarzy używam siedząc już w łóżku, więc tak samo było z tym serum :) Jego konsystencja jest niestety wodnista. Niestety buteleczka raz czy dwa mi się przewróciła i miałam żółte plamy na pościeli... Ale spokojnie wszystko dopiera się w 100 % :) Serum też używałam na szyję i dekolt, więc na pidżamie miałam żółte plamy, ale też się sprały bez najmniejszego problemu.

A tak wygląda zestaw, który otrzymujemy:)

Podsumowując: serum zamówię na pewno jeszcze nie raz i będę stosować swój patent z robieniem krótkich przerw.

Cena samego serum jest tez bajkowa wręcz, bo kosztuje tylko 26 zł... Podczas gdy Flavo C marki Auriga, które możemy kupić w aptece kosztuje aż ponad 100 zł za 15 ml.

Uffff, ale się rozpisałam :) Znacie to serum albo jakieś inne z Biochemii Urody?:)

23 kwietnia 2015

Zamówienie z drogerii Wispol

Historia tego zamówienia jest taka, że moja mama rzuciła mi hasło bym poszukała jej kremów na dzień z filtrem i oto efekty, czyli więcej moich zakupów niż jej... ;) 

Aktualnie w drogerii Wispol trwa akcja "Kwiecień plecień, bo przeplata trochę zimy trochę lata" (szczegóły) ja zrobiłam zamówienie z 15 % rabatem.

Najpierw moje nabytki:
1) Bielenda Vanity: krem do depilacji Aloes skóra wrażliwa- nigdy nie wierzyłam w skuteczność takich specyfików, ale zobaczymy jak się sprawdzi
2) Corine de farme: rem rozświetlający Świetlista Cera- ma bardzo dobre opinie i dodatkowo to ulubiony krem mojej koleżanki, więc muszę go wypróbować
3) Ziaja mydło do rąk w żelu grapefruit z zieloną miętą- spodziewałam się ekstra zapachu, ale niestety tak go nie mogę określić...

4) Bielenda: kremowa emulsja do higieny intymnej żurawina i zielona herbata- akurat jest na nie przecena po 5,99, więc zrobiłam sobie zapas

5) Flos-lek masło do ciała truskawka i poziomka- od dwóch lat chciałam go kupić, aż w końcu stwierdziłam, że skoro zbliża się lato to ten wariant zapachowy będzie na nie idealny, więc mogę go skreślić ze swojej wish-listy

Zakupy dla mojej mamy:
1) Bielenda krem do twarzy na dzień kolagen i perły 
2) Vitea- krem na dzień i na noc przeciwzmarszczkowy- skład ma fenomenalny, a kosztował tylko 8 zł! Pełno olei i ekstraktów, zero parafiny i parabenów :)
3) Bielenda krem do twarzy na dzień Nano Cell Xtreme
4) Ziaja oliwkowy dezodorant bez soli glinu

Znacie któryś z moich kosmetyków?:)

W tym sklepie można kupić wiele kosmetyków polskich firm, których nie znajdziecie w sieciowych drogeriach, np. kosmetyki MYIO, Celia, OLVita czy Ava, link do sklepu: klik :)