Olejki Kneipp ostatnio robią furorę w blogsferze także i ja postanowiłam wyciągnąć swój z zapasów. Czy na mnie także zrobił wrażenie?:)
Opakowanie to 20 ml buteleczka z plastikową nakrętką, zapakowana w kartonik na którym znajdziemy najważniejsze informacje.
Zapach- spodziewałam się zapachu kwiatowego, niestety mocno się nim rozczarowałam, ponieważ czuję w nim (mocno dominujące) znienawidzone przeze mnie drzewo sandałowe. Niestety utrzymuje się on na ciele przez wiele godzin co spowodowało u mnie ból głowy.
Działanie tego olejku bardzo mi się spodobało i na tyle mnie zmotywowało by zacząć używać do kąpieli innych olei, które nie sprawdziły się u mnie w olejowaniu włosów, a szczególnie zimą się do tego przyłożę. Skóra po jego użyciu była miękka i bardzo dobrze nawilżona. Sam olejek wystarczył mi na dwa razy.
Sposób użycia i skład:
na pierwszym miejscu olej ze słodkich migdałów, na drugim zapach, a po nim ekstrakt z kwiatów migdała, olejek sandałowy, olejek paczulowy, olej gwajakowy, olej słonecznikowy i witamina E.
Podsumowując chętnie bym wypróbowała inne wersje zapachowe, ponieważ do tej na pewno nie wrócę mimo działania, które bardzo mi się spodobało.