Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oriflame. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oriflame. Pokaż wszystkie posty

28 grudnia 2013

Berry Chistmas, czyli płyn do kąpieli z Oriflame

Płyn Berry Chritmas kupiłam pod wpływem kartki zapachowej w katalogu, tak fantastycznego zapachu jagód nie spotkałam w żadnym kosmetyku.


Opakowanie ma typowo świąteczną i estetyczną szatę graficzną. Co prawda nie ma standardowego otworu tylko nakrętkę, ale jest to wygodny sposób otwierania go, nie ma problemu pomimo mokrych dłoni. 

Ten ciepły i otulający zapach  jagód z domieszką przypraw mnie oczarował już jak wspomniałam w katalogu, przy pierwszym powąchaniu po jego otrzymaniu, był identyczny. Ciężko mi wskazać konkretne przyprawy, ale nigdy nie myślałam, że takie połączenie może być takie wyjątkowe;) Jest to niewątpliwy atut, bo np. Jagodowe Muffinki z Luksji pachną według mnie bardzo chemicznie.


Ogromnym minusem przy tak małej pojemności tj. 300 ml, jest bardzo słaba wydajność. Po pierwszym użyciu wlałam go tyle co zawsze wlewam innych płynów, jednak okazało się, że piana się nie wytworzyła, zapach był lekko wyczuwalny i tylko przez minutę. Przy kolejnym użyciu wlałam go bardzo dużo i dopiero wówczas piany było sporo, zapach był intensywny przez całą kąpiel i nawet ba, utrzymywał się na skórze! :) Niestety przygodę z tym płynem skończyłam po 4 użyciach, bo dokładnie na tyle mi starczył. Dla porównania olejek do kąpieli Green Pharmacy, który również ma 300 ml 7 jego użyć przełożyło się na zużycie dopiero połowy butelki ;)

Skład:


Reasumując, czy warto było dać 9,99 w promocji za płyn na 4 użycia? Dla mnie ekonomicznie było to całkowicie nieopłacalne, na plus jest tylko naturalny zapach ;)



Dziś wybrałam się do Hebe i zakupiłam na promocji -40% cielistą kredkę Max Factora za 16,79 zł. Jakoś wczoraj koło 2 (a w zasadzie już dziś;-) w nocy mnie naszło by taką kupić, pooglądałam swatche na blogach i wybór nie mógł być inny, ta spodobała mi się pomimo ceny najbardziej ;) A jakim miłym zaskoczeniem było to jak rano sprawdziłam, że akurat dziś wypadł dzień Max Factora! :)) A w Naturze dorwałam taki cień z wyprzedażowego koszyczka za 4,99 w kolorze białym, wykończenie perłowe o wdzięcznej nazwie Pearl Mac Cartney ;) W Naturze wyglądał owszem na perłowy, ale nude, a w rzeczywistości okazał się biały, już go dziś wykorzystałam i jestem zadowolona- ładnie rozświetla łuk brwiowy także rozczarowałam się pozytywnie ;-))

21 grudnia 2013

Krem do rąk Brazil Nuts Oriflame

Krem do rąk Brasil Nuts po raz pierwszy zobaczyłam w Grazi, wtedy napis Oriflame w ogóle nie rzucił mi się w oczy. Patrząc na szatę graficzną miałam wrażenie, że to jakiś drogi krem, ale miło się zaskoczyłam, że jest w moim zasięgu i tak w moje ręce trafił katalog tej marki. 


Producent: "Szybko wchłaniający się, rozkoszny krem do rąk zapobiegający przesuszaniu się skóry. Z olejem z orzecha brazylijskiego, który nawilża dłonie i gliceryną, która zatrzymuje wilgoć w skórze. Wygładza i zmiękcza dłonie, pozostawiając na nich cudny orzechowy zapach."

Opakowanie o pojemności 75 ml jest wykonane z miękkiego plastiku, nie ma problemu z jego wyciskaniem. Jego etykietka nie jest śliska, a bardziej matowa, co też mu dodaje bardzo uroku ;) 
Zapach ma delikatny, pachnie faktycznie orzechowo, cudo po prostu ;-) Na dłoniach się utrzymuje, choć nie długo. 
Jego konsystencja jest wodnista, zanim go rozsmaruję na dłoniach chcąc zakręcić krem lubi trochę spłynąć z ręki. Ma jasno brązowy kolor.


Używam go od września, aczkolwiek z regularnością bywało u mnie różnie, ponieważ czasem stosowałam go codziennie, czasem raz na trzy dni, na chwilę obecną używam go już każdego dnia, a nawet raz mi się to zdarzyło 5 razy... Osobiście nie lubię kremów, które zostawiają tłusty film i wchłaniają się wieki, a ten krem taki nie jest i za to go właśnie bardzo polubiłam. Wchłania się szybko i można wrócić do czynności, którą się wcześniej wykonywało. Od września do połowy listopada nawilżenie jakie mi dawał ten krem wystarczało mi w 100 %, jednakże od tamtego czasu do teraz już nie jest tak różowo... Przy suchych dłoniach czasem już po 30 minutach czuję potrzebę ponownego posmarowania się i w ten sposób dobrnęłam pamiętam w ciągu chyba 4 godzin do 5 razy... 
Reasumując jest to dobry krem, ale na ciepłą porę roku bądź dla bardzo niewymagających dłoni. Chętnie wrócę do niego ponownie wiosną, ponieważ jego zapach i cena w granicach 9 zł bardzo przemawiają na jego korzyść.



Skład


Na drugim miejscu gliceryna, olej ze słodkich migdałów, mocznik- przed zapachem, po olej z orzecha brazylijskiego.