Po rozczarowaniu odżywką Alverde z hibiskusem i aloesem (link) nie spodziewałam się fajerwerków ze strony dziś recenzowanej odżywki z amarantusem, zwłaszcza, że pierwszy kontakt z nią parę miesięcy temu nie był udany (zero efektów na włosach). Niemniej jednak danie jej ponownie szansy zaowocowało całkiem przyjemnym jej używaniem.
Opakowanie klasyczne- nie sprawiało mi jakiś większych problemów, przy końcu spokojnie można zdjąć nakrętkę i wydobyć ją do samego końca, widać pod światło ile jej zostało. Niemniej jednak strasznie spodobał mi się kolor tego opakowania- nie klasyczny biały, tylko oberżynowy.
Konsystencję ma dość gęstą, ale nie jest przesadnie gęsta.
Zapach jest dyskusyjny, bo kiedy pierwszy raz ją powąchałam to nie spodobał mi się, pachnie bardzo dziwnie, niby czymś starym, niby czymś kwaśnym... Z czasem przywykłam, a na szczęście na włosach się ten zapach nie utrzymuje.
O ile odżywka z hibiskusem i aloesem powodowała, że czasem byłam z niej zadowolona, a czasem miałam ochotę rwać sobie po niej włosy z głowy, tak w przypadku tej cały czas zachowywała się tak samo dobrze i nie zaskoczyła mnie niczym negatywnym.Włosy po niej może nie były błyszczące, ale dobrze nawilżała bez obciążenia i szybszego przetłuszczania się włosów. Były gładkie, nie puszyły się. Trzymałam ją standardowo 5 minut. Ciężko mi ocenić czy pomogła w rozczesywaniu włosów, bo zasadniczo nie mam z tym problemów, ale na pewno nie dawała takiego poślizgu włosom zaraz po jej spłukaniu jak czasem już mi się zdarzało w przypadku innych odżywek. Czytałam trochę zarzutów, że jest niewydajna, nie do końca się z tym zgadzam, bo myślę, że na ok. 13 razy mi wystarczyła, a w przypadku moich włosów to przeciętna wydajność odżywek o tej pojemności.
Skład:
Zgodnie z deklaracją producenta nie ma silikonów na szczęście,
Miałyście jakąś odżywkę Alverde? Myślę o dokupieniu jeszcze jakiejś, ale mam dostęp do tych kosmetyków tylko przez allegro niestety:(