Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Body Shop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Body Shop. Pokaż wszystkie posty

4 marca 2017

The Body Shop truskawkowy krem do rąk

Po ostatniej przygodzie z masłem do ciała Kąpiel Agafii z podkulonym ogonem wróciłam do maseł The Body Shop. Jednak mam niewątpliwą słabość do tej marki dlatego dziś powiem kilka słów o ich kremie.


Opakowanie jest małe, bo ma tylko 30 ml. Wykonane jest z takiego jakby metalu. Ma małą plastikową zakrętkę, która na 100 % nie odkręci się nam w torebce. Przetestowałam go i w domu i nosząc go w przepastnej torbie. Można wycisnąć go do ostatniej kropli.

Zapach. Nikogo pewno nie zdziwi fakt, że pachnie cudownie! :) Jak wszystkie kosmetyki z The Body Shop ma intensywny zapach, który naprawdę długo utrzymuje się na skórze- nawet do kilku godzin. Pachnie identycznie jak sorbet do ciała, który już miałam i o którym pisałam [TUTAJ]. Jest to prawdziwa truskawka, nie pachnie jak większość kosmetyków o tym zapachu, tj. tak kremowo, jogurtowo- raczej świeżo. Nie jest to według mnie chemiczny zapach.

15 czerwca 2016

The Body Shop: masło do ciała Frosted Plum

Nie muszę mówić, że jestem absolutnie uzależniona od maseł z The Body Shop?:) Podczas zeszłego weekendu ponownie miałam okazję odwiedzić ten sklep w Warszawie i wpadło w moje ręce Virgin Mojito, które kocham (pisałam już o nim tutaj- KLIK). Cena była dość atrakcyjna- 39,99 zł, oczywiście w porównaniu do ceny regularnej.

A dziś o śliwkowym bohaterze o wdzięcznej nazwie Frosted Plum. Była to edycja zimowa, a samo masło kupiłam w styczniu. Pierwsze "powąchanie" utwierdziło mnie w tym, że jednak poczeka na późną wiosnę. Nie rozumiem dlaczego był zamysł umieszczenia go w zimowej edycji limitowanej, ponieważ nijak się ma do tej pory roku ;-)


29 stycznia 2016

The Body Shop: masło do ciała Brazil Nut dla skóry suchej

Moje uzależnienie od maseł The Body Shop rośnie, wciąż mam ochotę na więcej i więcej :) Dziś opowiem Wam o maśle Brazil Nut. Następne w kolejce do przetestowania to zimowa limitka Frosted Plum.

Odnośnie masła Brazil Nut to ostatnio był bohaterem programu "Wiem co jem i wiem co kupuję". Trzy dziewczyny miały testować różne balsamy/masła używając ich dwa razy dziennie. Przed testem sprawdzono poziom nawilżenia każdej z nich. Dwie z nich używały kosmetyków z parafiną, a jedna z nich właśnie orzechowego masła The Body Shop bez tego składnika. Domyślacie się jaki był wynik?:) Dla mnie było oczywiste, że te dziewczyny, które używały kosmetyków z parafiną będą miały dużo niższy poziom nawilżenia, tylko u tej trzeciej się znacznie poprawił.


3 grudnia 2015

The Body Shop: masło do ciała Marakuja

Witam ;) Mamy grudzień, a ja przychodzę do Was z recenzją masła, które ma intensywny owocowy zapach, pomyliły mi się pory roku?;) Nie to moja ogromna słabość do takich zapachów, z którą przegrałam i nie chcę już na siłę kupować typowo zimowych, bo za nimi nie przepadam ;)



6 września 2015

The Body Shop: masło Virgin Mojito

W sierpniu miałam możliwość po raz pierwszy odwiedzić stacjonarny sklep The Body Shop. Powąchałam testery wszystkich maseł i już wiem, które jako następne kupię, a które z pewnością u mnie nie zagoszczą (np. Smoky Poppy). 
Kiedy wzięłam do ręki tester Virgin Mojito przebolałam to, że 50 ml wersja kosztowała mnie 20 zł (ale na szczęście była promocja na miniaturki- 2 w cenie 3 i przede mną testy kremów do twarzy). Masło o standardowej pojemności 200 ml kosztowało 69 zł i ta cena trochę jest dla mnie zaporowa:(

Opakowanie jak wspominałam ma 50 ml i jest tak samo wygodne jak te o pojemności 200 ml. Lubię takie, które są niskie, a mają dużą średnicę.

Zapach to coś nad czym mogłabym się rozwodzić i nigdy nie skończyć :) Po pierwsze jest oryginalny, bo gdzie znajdziemy masło o zapachu drinka?:) Byłam do tego początkowo sceptycznie nastawiona kiedy usłyszałam o tej serii, bo myślałam, że może nie przypadnie mi do gustu i będzie jakiś taki chemiczny? Ale jak wspominałam wizyta w sklepie sprawiła, że to masło to był strzał w 10 :) Czuję w nim miętę i limonkę, sam zapach jest naprawdę intensywny! :) Smarując się nim wieczorem czuję go jeszcze rano na ciele. Lubiłam smarować się nim też rano żeby czuć go cały dzień, bo tak długo się utrzymywał- dla mnie to świetna alternatywa dla perfum, którym nie używam.


Działanie również jak w przypadku innych maseł TBS absolutnie nie zawodzi, ale różni się trochę od żurawinowego [KLIK] i jagodowego [KLIK]. Jak przystało na wersję na lato jest lżejszy w swojej konsystencji, natychmiast się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy. Wspomniane przeze mnie były bardziej treściwe, trochę bardziej tłuste i wymagały czasu na wchłonięcie dlatego używałam ich tylko na noc. Mimo, że jest lżejszy to bardzo dobrze nawilża. Również mogę go użyć raz na tydzień i skóra jest ładnie odżywiona, nawilżona i gładka, nie woła o dawkę nawilżenia w tym czasie.

Skład:
w składzie masło kakaowe, masło shea, olej sojowy, wosk pszczeli, olej sezamowy, po zapachu witamina E, ekstrakt z limonki i ekstrakt z mięty.

Kolejne masło TBS, które mnie nie zawiodło;) A Wy znacie jakieś masło z tej marki?:)

20 kwietnia 2015

The Body Shop: masło jagodowe do skóry suchej

Akurat wczoraj zdenkowałam masło żurawinowe z The Body Shop, w którym byłam zakochana po uszy i niezmiernie mi szkoda, bo było moim absolutnym numerem 1 (pisałam o nim tutaj). A jak wypadło na jego tle masło jagodowe z limitowanej edycji?


Opakowanie: zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób jest ono mało higieniczne, ale dla mnie jest to najwygodniejsza forma, bo mogę je zużyć do samego końca bez rozcinania opakowania. Widzę też ile zostało mi do końca i motywuje mnie to do szybszego denkowania w przypadku gdy trafi mi się takie mazidło, z którym nie do końca się polubiłam :)

Zapach jest specyficzny, ale ładny. Spodziewałam się czegoś słodkiego, a okazało się, że bardziej mi przypomina borówki amerykańskie świeżo zerwane z krzaczka z taką przełamaną kwaśną nutą :)

Konsystencja różni się od tego żurawinowego, ponieważ jest dużo bardziej zbita, ale w kontakcie z ciepłą dłonią ładnie się roztapia na skórze. Wchłania się prawie całkowicie, zostawia tylko lekką warstewkę, ale nie jest ona tłusta i nie przeszkadza w niczym.


Działanie: rewelacyjnie nawilża! :) Polecam go dla wszystkich leniuchów, które nie lubią się smarować codziennie, w jego przypadku wystarcza użycie go raz w tygodniu i skóra w tym czasie nadal jest bardzo jędrna i nawilżona. Dokładnie takie są zalety mazideł bez parafiny, która zawsze działała na mnie na tyle wysuszająco, że pominięcie chociażby przez jeden dzień balsamu z tym składnikiem powodowało ściągnięcie skóry... Nie zostawia na skórze smug, działa łagodząco na skórę po depilacji. Ja nie znajduję w nim żadnych wad oprócz regularnej ceny w wysokości 69 zł, ale jak na masło, które możemy używać raz w tygodniu cena w promocji np. 2 w cenie 1 wydaje się przekonywująca :)

na drugim miejscu znajdziemy masło kakaowe, na kolejnych masło shea, glicerynę, wosk pszrzeli, olej sezamowy, olej z orzechów brazylijskich i olej z czarnej borówki.

Bardzo lubię te masła i mam ochotę wypróbować ich jeszcze więcej :))

11 lutego 2015

Masło Frosted Cranberry The Body Shop

Witajcie :) W moim ostatnim poście zakupowym dużo osób pytało mnie o zapach tego masła dlatego przybywam z recenzją :) Pisałam już, że kupiłam jego drugie opakowanie, jestem z niego bardzo zadowolona i żałuję, że jest to edycja limitowana.


Opakowanie o pojemności 200 ml ma formę mojego ulubionego słoiczka o dużej średnicy, dokładnie widzę ile ubywa i mogę zużyć go do samego końca :)

Zapach jest fenomenalny :) Bardzo lubię akurat te owocowe, ten jest słodki, ale jednocześnie dominuje w nim coś "kwaśnego" co jest charakterystyczne właśnie dla żurawinowych zapachów i coś ostrego. Jest zdecydowany i wyrazisty. Jest  również mega trwały! Posmarowałam się nim przed wyjściem na sylwestra i czułam go na sobie cały wieczór, odkąd go używam pachnie również nim cała moja pościel. Gdy użyję go wieczorem i wracając z pracy następnego dnia gdy wchodzę do sypialni też go czuję :) To moje pierwsze mazidło do ciała, które jest tak intensywne :)


Z samego działania jestem również bardzo zadowolona, bo nawilża na tyle dobrze i długotrwale, że mogę je spokojnie używać raz w tygodniu-oczywiście bez innych mazideł w międzyczasie (jest to edycja limitowana, więc oszczędzam jak mogę;) Fakt, że tak dobrze nawilża przekłada się na jego większą wydajność- ciężko mi ocenić jak szybko by mi się skończyło gdybym je używała codziennie. Po goleniu zazwyczaj mam suchą i ściągniętą skórę a sprawcą jest jedna pianka, o której niedługo napiszę, a to masło dodatkowo łagodzi. Wchłania się bardzo szybko i nie zostawia tłustej warstwy, nie roluje się na skórze przy aplikacji. Skóra po jego użyciu jest miękka i gładka.



Skład:
zawiera więcej ekstraktów niż masła, które znajdują się w regularnej sprzedaży. na drugim miejscu masło shea, olej sezamowy, glicerynę, olej sojowy, wosk pszczeli, masło kakaowe, olej z nasion palm Orbiginya Oleifera, olej żurawinowy.

Podsumowując:
+ dużo olei w składzie
+ brak parabenów i parafiny
+ długotrwałe nawilżenie
+ intensywny zapach, który bardzo długo się utrzymuje
- jedyny minus to cena: 69 zł jako regularna to dla mnie za dużo, ale połowa tej ceny jest jak najbardziej adekwatna

Znacie masła The Body Shop?:) Ja kiedyś podchodziłam do nich obojętnie, nie miałam jakiegoś szczególnego chciejstwa by któreś z nich wypróbować, ale dzięki temu egzemplarzowi przepadłam całkowicie i mam ochotę na kolejne wersje- niedawno akurat otworzyłam jagodową i jest równie dobra co ta, ale ma mniej olei :)

23 lipca 2014

The Body Shop: sorbet truskawkowy do ciała

Witajcie po dłuższej przerwie :) Dziękuję serdecznie za wszystkie rady pod ostatnim postem ;) Dziś pierwsza recenzja kosmetyku z The Body Shop, akurat nie mam dostępu do tej marki, nabyłam go dzięki uprzejmości pewnej dobrej duszy :) 


Zapach: delikatny, idealnie odwzorowuje woń truskawki bez grama zbędnej chemii. Jest uzależniający ;-) Utrzymuje się na skórze nawet do kilku godzin.

Opakowanie- wygodna tuba z miękkiego plastiku, o prostej szacie graficznej, ale mogłaby mieć ciemniejsze napisy, bo jasno szare na pastelowym różu- wszystko się zlewa i trudno było mi to uchwycić na zdjęciach.

Rzut oka na skład sugeruje już jakie będzie działanie. Na drugim miejscu w składzie silikon, który daje uczucie wygładzenia skóry, które daje się odczuć naprawdę baaaardzo. Nie jest to dla mnie uciążliwe, ponieważ nie jest to taki efekt, który jeśli przestanie się utrzymywać wywołuje jakieś negatywne skutki dla mojej skóry (np. wysuszenie czy gorszą kondycję). Na trzecim miejscu gliceryna, więc jak na tak lekką konsystencję nawilża naprawdę nieźle. 
Wchłania się rewelacyjnie, po minucie już można zakładać ubranie bez żadnego dyskomfortu. Jest to jeden z nielicznych mazideł do ciała, który aż tak mi odpowiada pod tym kątem :) 

Skład:


Jego konsystencja jest dość specyficzna, bo na początku wydawało mi się, że będzie się rolowała, ale nic takiego nie miało miejsca :) Zawartość tego silikonu powoduje, że rozsmarowuje się bez najmniejszych problemów.




Miałyście jakiś kosmetyk z The Body Shop? Co Wam przypadło do gustu, a co nie?:)