Dziś chciałam napisać kilka słów o moim ulubieńcu do twarzy- kremie z Make Me Bio :) Kupiłam go właściwie przez przypadek, bo do sklepu poszłam po coś innego, ale przy kasie był tester tego kremu i po otworzeniu go i powąchaniu go- rewelacyjnie pachniał pomarańczą, więc musiał być mój! :)
Opakowanie mnie osobiście zauroczyło. Szczególnie oryginalny jest ten sznurek, na którym wisi karteczka z dołączonymi najważniejszymi informacjami. Sam słoiczek jest wykonany z ciemnego, solidnego szkła. Pojemność jest trochę większa niż standardowe kremy, bo ma aż 60 ml.
Zaletą tego kremu jest też jego konsystencja- jest ona ciężka, masełkowata i dopiero pod wpływem ciepła palców robi się bardziej kremowa. Przekłada się to też na ogromną wydajność- bo smarując nim twarz, szyję i dekolt codziennie (w październiku nawet dwa razy dziennie)- kremu mam jeszcze 1/3 opakowania. Niektóre inne kremy przy tak intensywnym używaniu wystarczyłby mi na miesiąc :) Producent każe zużyć krem w ciągu 6 miesięcy od otwarcia- nie lada sztuka przy takiej jego konsystencji :)