Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yves Rocher. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yves Rocher. Pokaż wszystkie posty

30 kwietnia 2018

Yves Rocher: energizujące mleczko do ciała mango i kolendra

Marka Yves Rocher nie należy do moich ulubionych. Regularnie kupuję tylko dwufazowy płyn do demakijażu oczu. Kiedyś kupowałam żele pod prysznic, ale ze względu na cenę, pojemność i ich niską wydajność zrezygnowałam :) Niemniej jednak uzależniłam się od ich mleczek do ciała! Zupełnie niespodziewanie, bo malinowe dostałam kiedyś gratis do zakupów i tak się zaczęła moja miłość :)


Mleczko do ciała łączące przyjemność i nawilżanie. Yves Rocher wyselekcjonowało Kolendrę znaną ze swoich właściwości wzmacniających. W środku kulistych owoców Kolendry kryje się całe bogactwo olejku eterycznego. Jego korzenne i kwiatowe nuty oraz pikantna i ożywcza świeżość zostały uzupełnione o barwne i wibrujące nuty mango. Kompozycja zapachowa urzeka witalnością, która pobudza zmysły.

4 listopada 2017

Yves Rocher: energizujące mleczko do ciała malina i mięta pieprzowa

Mleczko to dostałam jako gratis do zakupów kilka miesięcy temu. Po tym jak zaczęło mi się kończyć moje ukochane mleczko z EC LAB o zapachu granatu postanowiłam spróbować tego. Ogólnie do samej marki nie pałam zbyt wielką miłością- lubię tylko żele i dwufazówkę do demakijażu oczu. A czy to mleczko podbiło moje serce czy wręcz przeciwnie? Zapraszam do lektury.


Opakowanie: jako gratis otrzymałam opakowanie o pojemności 200 ml. Wydaje mi się, że mleczka te występują też w pojemności 380 ml. Jego otwór jest dość spory, a samo otwarcie dość wygodne. Butelka jest wykonana z dość miękkiego plastiku, więc do samego końca nie miałam z nim właściwie żadnego problemu. Na trzy ostatnie użycia mleczko stało jedynie odwrócone do góry dnem. Oczywiście minusem jest papierowa kartka z informacjami w języku polskim, która nie dość, że szybko uległa zniszczeniu to jeszcze zaklejała cały skład. Osobiście nienawidzę papierowych karteczek, ale to już takie moje osobiste zboczenie :)

26 maja 2016

Jeżynowy żel pod prysznic Yves Rocher

Na blogu pojawiło się już kilka recenzji żeli pod prysznic z serii Jardins du Monde, którą bardzo lubię. Szczególnie żele o zapachu cytrusów są rewelacyjne na upalne lato. 
Ten żel był dodawany za 1 grosz podczas zakupu powyżej kwoty 6,90 zł. Nie wąchałam testera przed zakupem i to był ogromny błąd. Sugerowałam się zapachem mleczka z tej serii, które miałam kilka lat temu, a ono pachniało jogurtowo. A co mam do zarzucenia temu żelowi?


25 stycznia 2016

Yves Rocher Jardins du Monde: żele pod prysznic kawowy i orzechy makadamia

Żele pod prysznic z Yves Rocher uwielbiam i często je kupuję. Jednak częściej u mnie goszczą te o konsystencji żelowej aniżeli te o kremowej, które są bohaterami dzisiejszej recenzji. Moi ulubieńcy to jednak te o nutach cytrusowych. A jak spisała kawa i makadamia?


17 czerwca 2015

Jedwabista odżywka do włosów z mleczkiem z owsa Yves Rocher

Jedwabista odżywka Yves Rocher z owsem zbiera skrajne opinie, ponieważ jedni ją lubią a inni tak jak ja uważają ją za nieporozumienie.

Producent: "Jej aksamitna konsystencja pielęgnuje włosy suche nie obciążając ich. Włosy stają się delikatne, łatwiejsze do rozczesania, pełne blasku.Formuła bez parabenów. Testowana pod kontrolą dermatologiczną. Składniki pochodzenia roślinnego: mleczko z owsa i olejek ze słodkich migdałów pochodzące z ekologicznych upraw."

Opakowanie wykonane z miękkiego plastiku, otwierane na klik. Plus za to, że widać zużycie, bo pojemność odżywki to tylko 150 ml, więc jej koniec mógłby być zaskoczeniem :) 

Zapach przypomina mi mleczko owsiane. 

Konsystencja jest średniej gęstości, sama odżywka jest dość wydajna. Starczyła mi na 5-6 razy.


Moja opinia. Kiedy pierwszy raz jej użyłam odniosłam wrażenie, że jest lepsza niż ta olejem arganowym też z Yves Rocher (klik). Po skończeniu całego opakowania nie mogę jej nawet określić mianem przeciętnej podobnie jak tamtą. Odniosłam wtedy mylne wrażenie, bo użyłam jej wraz z szamponem z Natura Siberica z efektem laminowania, który też testowałam pierwszy raz i to on okazał się taki dobry. Każde następne użycie jej nie przynosiło już żadnych efektów- ani nie były bardziej miękkie, o nawilżeniu nie było mowy, o wygładzeniu również. Nawet nie rozczesywały się łatwiej. W skrócie rzecz ujmując- odżywka ta nie robi dosłownie nic i jest to strata 9,90 zł, ponieważ za tę cenę mogę mieć o wiele lepsze odżywki.

Skład:
przed zapachem znajduje się olej ze słodkich migdałów i mleczko z owsa, po nim hydrolizowane proteiny pszenicy i pantenol.

Podsumowując mogę stwierdzić, że chyba nie stanę się miłośniczką kosmetyków do włosów z Yves Rocher.

11 kwietnia 2015

Odżywka odbudowująca z olejem jojoba Yves Rocher

Witam:) Odżywkę odbudowującą kupiłam pod wpływem impulsu, bo akurat szukałam czegoś powyżej 6,90 złotych żeby otrzymać gratis z oferty, który wpadł mi w oko. Myślę, że każdy kto często odwiedza sklep Yves Rocher zna to z autopsji :)


Opakowanie wykonane z miękkiego i półprzeźroczystego plastiku, dzięki, któremu widać ile nam jej jeszcze zostało i będzie ją można wycisnąć do samego końca. Otwarcie typu klik, które mokrymi dłońmi otwiera się lekko i przyjemnie (nie to co w żelach tej marki;-). Pojemność jest mała jak na produkt tego typu, ponieważ jest to tylko 150 ml i byłam przekonana, że przełoży się to na kiepską wydajność. Aczkolwiek pozytywnie się rozczarowałam, ponieważ używałam jej już 6 razy i zostało mi jeszcze 1/4 opakowania co przy mojej długości włosów, tj. prawie do pasa stanowi rewelacyjny wynik.

Zapach dla mnie jest przyjemny i dość neutralny, nie przypomina niczego konkretnego, nie utrzymuje się na włosach po ich wyschnięciu.

Działanie: mój pierwszy kontakt z tą odżywką nie należał do najprzyjemniejszych, ponieważ dałam jej stanowczo za dużo i mocno obciążyła mi włosy. Potem zrobiłam sobie od niej chwilę przerwy, podchodziłam do niej jak pies do jeża, ale gdy użyłam jej drugi raz nakładając bardzo małą ilość spodobała mi się. Lekko wygładza włosy i je nawilża, czyli robi to czego oczekuję od takiej stricte nawilżającej odżywki.

Skład:
Na 5 miejscu w składzie zawiera olej jojoba, na kolejnym olej ze słodkich migdałów. 
Z kolei nie posiada silikonów, także polecam gdy ktoś stosuje pielęgnację bezsilikonową- byłam na tym etapie przez 2 lata także wiem jak trzeba się nagimnastykować by coś kupić właśnie bez nich.

Znacie odżywki Yves Rocher?:) Mam w zapasach jeszcze jedwabistą z mleczkiem z owsa i mam nadzieję, że sprawdzi się równie dobrze.

2 grudnia 2014

Tusz podkręcający rzęsy Volume Vertige Yves Rocher

Jestem niezmiernie zadowolona, że dzisiaj ten tusz mogłam włożyć do kartonu ze zdenkowanymi kosmetykami i nie będę musiała się więcej z nim męczyć ;-)


Producent: "Spraw, aby Twoje spojrzenie było głębokie i intensywne – dzięki tuszowi Volume Vertige rzęsy są widocznie grubsze i podkręcone na całej długości. Poznaj specialną szczoteczka z dozownikiem tuszu, który zatrzymuje konsystencję, aby maksymalnie pogrubić rzęsy już przy pierwszej aplikacji, bez konieczności zanurzania szczoteczki we flakonie przed każdym pociągnięciem rzęs. Kremowa konsystencja, zawierająca żywicę elemi o właściwościach utrwalających, sprawia, że efekt podkręcenia rzęs utrzymuje się aż do 12 godzin.

Działanie: 
● Widocznie grubsze i podkręcone na całej długości rzęsy
● Efekt głębokiego i intensywnego spojrzenia
● Szczoteczka z dozownikiem tuszu
● Kremowa konsystencja
● Trwałość aż do 12h

Składniki: Żywica elemi, naturalna żywica z drzewa pochodzącego z Filipin, umożliwia podkręcenie rzęs i jednoczesne utrwalenie przez cały dzień, bez wrażenia sztywnych rzęs."


Moja opinia:

Zaczęłam go używać w połowie października, akurat pojechał ze mną na wakacje. Początkowo byłam z niego zadowolona, bo był mokry, nie trzeba było wiele przy nim pracować żeby efekt był zadowalający, całkiem ładnie pogrubiał, ale nie zauważyłam nawet minimalnego podkręcenia rzęs. Nie osypywał się, nie kruszył i nie rozmazywał. Szczęście trwało całe 2 tygodnie. Jak na tusz, który otrzymujemy zapakowany w folię mając pewność, że nikt się do niego nie dobierał to czas jest rekordowo krótki, który w cenie regularnej kosztuje 65 zł. Potem mój poziom irytacji tym tuszem wzrastał z dnia na dzień, ponieważ już po 2 tygodniach konieczne było dodawanie duraline z Inglota. Gdybym nie miała tego kosmetyku mogłabym tym tuszem malować się maksymalnie 3 tygodnie. Tak więc dodawałam po 2-3 kroplach duraline do tuszu co kilka dni, a od zeszłego tygodnia nawet ono już nie pomagało- jeśli bym miała tak reanimować każdy tusz to nie zarobiłabym na niego. Tusz sklejał co raz bardziej i bardziej, aż wczoraj zrobił mi jedną wielką grudę na rzęsach i musiałam śpiesząc się rano do pracy zmyć cały makijaż... Co prawda jak już się przemienił w takiego mega sklejacza to na szczęście się w dalszym ciągu nie osypywał i nie robił pandy, ale to marne pocieszenie.

Od strony technicznej to kształt tej silikonowej szczoteczki bardzo mi się spodobał- wyraźnie zwężona na środku, nieduża (chociaż ja lubię te duże to pod tym względem mi nie przeszkadzała) i precyzyjna, dzięki czemu nigdy nie uciapałam sobie powieki.
Jego plusem było to, że bardzo łatwo się zmywał- co prawda zawsze zostawały grudki na płatku- akurat z tym się jeszcze nie spotkałam, nigdy nie miałam kłopotu ze 100% jego zmyciem i nie znajdywałam resztek tuszu np. przy linii rzęs.


Miałam już kiedyś tusz z Yves Rocher, był to Sexy Pulp, o którym pisałam tutaj- wpadł w moje ręce za 1 gr, gdy zakładałam kartę w tym sklepie, z kolei bohatera dzisiejszej recenzji dostałam jako gratis do zakupów dokonanych w sklepie internetowym. Niestety tusze tej marki są bardzo słabe co potwierdził i ten egzemplarz.


Naprawdę marne efekty...
wiem, że podkład mi się zebrał w zmarszczce :(



Do kupienia tutaj.
Znacie, któryś z tuszy YR? Polubiłyście go?:)

16 lipca 2014

Dezodorant Yves Rocher kwiat bawełny z Indii

Kiedy kupowałam ten dezodorant ekspedientka w sklepie uprzedziła mnie, że zmieniono jego formułę z antyperspirantu na dezodorant. Spodziewałam się, więc że ochrona jaką będzie zapewniał będzie mniejsza, ale niestety nie, że będzie aż taki kiepski.


Producent: "Dezodorant bez alkoholu, o delikatnym, subtelnym zapachu kwiatu Bawełny z Indii, zapewnia pełna ochronę przez 24h. Praktyczne opakowanie jest bardzo poręczne w użyciu. Łatwy w użyciu, reguluje proces pocenia się zachowując równowagę skóry - duża kulka pozwala szybko i łatwo nałożyć odpowiednią ilość produktu. Formuła wzbogacona o aloes chroni Twoja skórę.
Zalety produktu
- nie pozostawia śladów na skórze,
- pozostawia delikatny i subtelny zapach,
- formuła bez alkoholu,
- ochrona przez 24h,
- praktyczne opakowanie i końcówka roll-on,
- reguluje procesy pocenia się."

Opakowanie jest standardowe, ma niezacinającą się kulkę. 
Zapach i działanie- spodziewałam się, że kwiat bawełny będzie bardzo delikatny, niestety okazało się, że jest dość intensywny- przynajmniej ja go tak odbieram. Niestety z racji tego, że ten dezodorant kompletnie nie chroni, dodatkowo pozostawia lepką warstwę i niemalże się nie wchłania po paru godzinach ten zapach zaczyna się mieszać z potem... I zapach jest fatalny. Gdzie tutaj ma zastosowanie obietnica producenta o 24 godzinach? Oprócz tego, że nie daje nawet minimalnej ochrony przed poceniem się (a nie mam problemów z nadmierną potliwością) to nie neutralizuje nawet zapachu potu. Szczerze mówiąc jedyną jego zaletą jest to, że nie uczula. Nie sprawdza się nawet w chłodne dni, nie mówiąc o tych ciepłych. Do tej pory używałam go tylko gdy przebywałam w domu i nie planowałam wyjścia, nie odważyłabym się gdziekolwiek wyjść poza dom po jego użyciu- dyskomfort murowany.

Skład:
Na drugim miejscu w składzie sok z aloesu.

Miałyście jakikolwiek dezodorant z Yves Rocher? Też okazał się taki kiepski?

20 maja 2014

Yves Rocher: pogrubiający tusz do rzęs Sexy Pulp

Witam serdecznie, kilka dni miałam przymusowej przerwy od pisania na blogu, bo w wyniku tych ulew i silnego wiatru w ubiegłym tygodniu nie miałam przez jeden dzień prądu, a przez kilka dni internetu. Za to moje oczy trochę odpoczęły, siedzenie po 8 godzin przed komputerem w pracy daje im w kość. 
Dziś recenzja dość przeciętnego tuszu z Yves Rocher "Sexy Pulp", który dostałam bodajże za 1 grosz przy wyrabianiu sobie karty w sklepie stacjonarnym.



Ma dość dużą szczoteczkę, w kształcie klepsydry. Akurat w moim przypadku im większa szczoteczka tym tusz ma szansę lepiej się sprawdzić ;-) Na pewno nie nazwałabym tego tuszu pogrubiającym, bo nie zauważyłam tego efektu. Ładnie podkreślał rzęsy i świetnie je rozdzielał, za co go lubiłam, ale brakowało mi w jego przypadku tego efektu "wow". Dawał naturalny efekt, a ja lubię mocno wytuszowane rzęsy. Używałam go przez 2,5 miesiąca- na początku był dość mokry i stopniowo stawał się co raz bardziej suchy, na szczęście nie był suchy od początku, bo tego szczerze nie cierpię w tuszach. Niestety już pod koniec zaczął trochę sklejać rzęsy. Na pewno nie robił mi efektu pandy,  podczas malowania nie odbijał się na powiece, nie osypywał się, łatwo się go zmywało.




Zdjęcia tuszu na rzęsach nie są rewelacyjne, bo akurat nie bardzo lubię recenzować tusze ze względu na to, że ciężko mi zawsze sobie zrobić sensowne zdjęcie i dobrze wyłapać efekt na oku. Tutaj robiłam zdjęcia ok. 2 miesiące od jego otwarcia, gdy zaczął się robić suchy i troszkę zaczął sklejać.



Jego cena regularna to 65 zł, w takiej cenie na pewno bym nie kupiła, skłonna byłabym zapłacić za niego maksymalnie 15 zł.


Aktualnie testuję chyba najbardziej popularny tusz w blogsferze Lovely Curling Pump Up, kupiłam go tylko z tego względu, że jak byłam w Rossmannie pani akurat go wykładała, więc złapałam taki świeży i niezmacany :)

15 maja 2014

Yves Rocher: Delikatny płyn do demakijażu wrażliwych oczu Pur Bleuet i zakupy Biedronkowe

Wśród kosmetyków Yves Rocher znalazłam swojego ulubieńca do demakijażu oczu, jest nim nie tak dawno recenzowany dwufazowy płyn Pur Bleuet z wodą z bławatka. Myślałam, że skoro dzisiejszy bohater jest przeznaczony do wrażliwych oczu i dodatkowo jest opatrzony słowem "delikatny" to może pobije tamtą dwufazówkę na łeb na szyję. Niestety baaardzo się myliłam. 


Opakowanie o pojemności 125 ml z nakrętką, niestety nie na klik, ale nie jest na tyle niewygodna by mi to przeszkadzało. Przeźroczyste o prostej szacie graficznej. 
Nie jest tak do końca bezzapachowy, czuć w nim odrobinkę takiej nieprzyjemnej woni, nie ma w składzie zapachu, także to któryś ze składników.

Działanie jest właśnie czymś co spowodowało, że został u mnie przekreślony i że wyląduje w koszu, bo nie mogę go niestety dalej używać. Używam go od ponad 2 tygodni przez które towarzyszyło mi pieczenie oczu przy każdym demakijażu. Ze zmywaniem tuszu radzi sobie średnio, trochę go rozmazuje i trzeba się pomęczyć. Pierwszy raz spotkałam się z takim kosmetykiem, że piekły mnie całe powieki, nie tylko wtedy gdy dostał się do oczu, bo wtedy było tylko gorzej :( Najgorsze jednak jest to, że bardzo osłabił moje mocne dotychczas rzęsy. Wcześniej nie miałam praktycznie ani razu sytuacji by wypadały mi one w ilości większej niż 2 w długim okresie czasu. Podczas wczorajszego demakijażu tym płynem miałam około 10 rzęs na płatku... Dla mnie to dyskwalifikuje ten kosmetyk, jest dla mnie też nieporozumieniem nazywanie go delikatnym i do wrażliwych oczu.


Skład:



Teraz coś przyjemniejszego, czyli zakupy z obecnej gazetki Biedronki:


Chciałam kupić dwa peelingi z Bielendy: papaję i winogrono, w domu się zorientowałam, że wyszłam z masłem winogronowym zamiast peelingu i na drugi dzień dokupiłam sobie peeling :) Te maluszki mają 100 ml :) Każdy był po 5,99 zł.
Skusiłyście się na jakieś masło lub peeling Bielendy?

19 marca 2014

Yves Rocher: dwufazowy płyn do demakijażu oczu Pur Bleuet z wodą z bławatka

Płyn do demakijażu oczu z Yves Rocher Pur Bleuet dostałam w styczniu do zakupów za 1 grosz. Generalnie był to chyba najtrafniejszy gratis w moim życiu, ponieważ bez tego płynu nie wyobrażam już sobie demakijażu oczu- stał się moim absolutnym numerem 1:)


Producent: "Dwufazowy płyn do demakijażu oczu z wyciągiem z bławatka to skuteczny kosmetyk, który dokładnie usuwa z oczu nawet wodoodporny makijaż. Kosmetyk nie wymaga spłukiwania. Przed użyciem produktu, należy wstrząsnąć butelką, by obie formuły płynu się wymieszały. Kosmetyk był testowany pod kontrolą okulistyczną."

Opakowanie o pojemności 125 ml jest przeźroczyste z prostą szatą graficzną. Dokładnie widać jak te dwie warstwy łączą się w jedną, notabene można w spokoju zrobić demakijaż oczu i nie trzeba w kółko nim wstrząsać jak już mi się to zdarzało w przypadku innych dwufazówek. 

Jest bezzapachowy


Jestem oczarowana jego działaniem, ponieważ nigdy nie podrażnił mi oczu. Wiele razy dostał mi się do oka i kompletnie nic złego się nie działo, nawet mnie minimalnie nie zapiekły, nigdy nie zaszły też mgłą. Oprócz tego bardzo dobrze zmywa, nawet makijaż wodoodporny. Wiem, że wiele osób nie lubi dwufazówek ze względu na tłustą warstwę jaką zostawiają, ten płyn nie zostawia jej w ogóle :) 

Jedynym minusem jest dla mnie to, że jest on troszkę mało wydajny.

Skład:



Cena regularna: 24 zł, ale często występuje w cenie ok. 16 zł.

30 grudnia 2013

Yves Rocher: mleczko do ciała czekolada i malina z Collection Cacao

Dziś zaplanowałam sobie post o czymś innym, ale do niebotycznych rozmiarów urosła mi lista kosmetyków, które skończyłam, a jeszcze ich nie zrecenzowałam, a akurat przed chwilą sięgnęło dna to mleczko i akurat bardzo mnie to cieszy ;)


Zapach jest bardzo ładny i naturalny, dla mnie jest to wyważony zapach malin i czekolady, gorącej malinowej czekolady w zimowy wieczór. 

Opakowanie jest wygodne, jedynie otwór mógłby być odrobinę mniejszy, bo jednorazowo wylewało się z niego zbyt dużo mleczka. Widać było pod światło ile zostało go do końca.

Jak wskazuje nazwa mleczko możemy się spodziewać czegoś lekkiego w konsystencji i nawilżeniu. Rzeczywiście jest ono wodniste, ale moim zdaniem skoro jest to kolekcja zimowa producent mógł pomyśleć jednak o czymś bardziej treściwym.


Jeśli chodzi o wydajność i działanie to nie jestem z nich zadowolona. Mleczko to wystarczyło mi na 3 tygodnie, gdzie używałam go tylko raz dziennie wieczorem (i na tylko nogi!), bo nie lubię zimą się balsamować rano. Także można powiedzieć, że pod tym względem wypadło bardzo blado, bo nieraz 200 ml balsamy/mleczka starczyły mi o wiele dłużej, a przy cenie 19,90 jednak ta wydajność powinna być o wiele lepsza. Nawilża ono bardzo słabo, już wieczorem dnia następnego czułam, że mam bardzo suchą skórę na nogach, a nie mam problemu na ciele z suchą skórą (jedynie na twarzy). Zdarzyło mi się parę razy zasnąć na notatkach, więc tylko gasiłam światło i szłam spać dalej, ale rano dnia następnego już cierpiałam z powodu suchej skóry. Wchłaniało się ono błyskawicznie, nie zostawiało żadnej tłustej warstewki.

Skład:
Przed zapachem mamy tylko mocznik, olej rzepakowy i ekstrakt z kwiatów bławatka. Po zaś alantoinę, BHT- konserwant, którego unikam i dziś przy robieniu zdjęć dopiero zobaczyłam go tam- szczerze pierwszy raz się z nim spotykam w mazidle do ciała, gliceryna, ekstrakt z kakaowca, ekstrakt  maliny- 3 dobre składniki po konserwancie...

Ciężko mi cieszyć się pięknym zapachem tego mleczka skoro bardzo szybko mi się skończyło i na dodatek jego nawilżenie było bardzo krótkotrwałe. Żałuję trochę zakupu, bo w cenie 20 zł można mieć o wiele ciekawszy, pod względem chociażby składu, rosyjski kosmetyk.

Miałyście coś z tej kolekcji?:) Już w kilku miejscach czytałam recenzje, o tym, że żele z niej bardzo wysuszają, także się cieszę, że jednak się na nie nie skusiłam ;)

18 listopada 2013

Sensique puder matujący nr 01, czyli idealny puder dla bardzo jasnej karnacji

Dziś postanowiłam napisać post o Matt Finish Powder z Sensique o numerze 01, ponieważ widuję dość często na wizażu pytania o bardzo jasny puder. Jak na razie poza transparentnymi i rozświetlającymi to jest jedyny, który nie robi mi pomarańczki na twarzy, a zdarzało mi się to wiele razy, także mam nadzieję, że komuś tym postem pomogę w znalezieniu pudru w odpowiednim dla siebie kolorze, a może przy okazji polecę innym dobry puder matujący ;)


Używałam go regularnie przez 3 miesiące, od czerwca do końca września. Musiałam przestać go używać właśnie wtedy, bo zauważyłam, że moja skóra robi się co raz bardziej sucha, a on niestety mnie trochę zaczął wysuszać wówczas, a poza tym tak duży mat nie był mi już potrzebny i przeszłam na pudry rozświetlające ;)


Kupiłam go w promocji w Naturze za 3,99 zł, a jego cena regularna to 7,99. Przy sztucznym świetle w drogerii nie umiałam do końca ocenić odcienia, ale wyszłam z założenia, że przy takiej cenie to nie jest żadne ryzyko, ale opłaciło się i nie żałuję ;) 

Podchodziłam do niego bardzo sceptycznie, po pierwsze po jego otworzeniu uderzył mnie mocno perfumeryjny zapach... Oczywiście się obawiałam o to jak mi się go będzie używało, bo nie wyobrażałam sobie biegać z tym zapachem cały dzień, ale się okazało niepotrzebnie, bo po dwóch aplikacjach przestałam go całkowicie wyczuwać.



Opakowanie ma wygodne, otwiera się bez problemu, napisy się nie pościerały.

Nie byłam wciąż przekonana co do tego, że puder o takiej cenie może być dobry, ale jak się okazało pozytywnie się rozczarowałam;) Matował moją skórę na cały dzień, nie są wymagane przy tym jakiekolwiek poprawki. Skóra po jego nałożeniu wygląda bardzo zdrowo, nie jest to taki płaski mat i na dodatek nie odcina się od podkładu i u mnie jest prawie niewidoczny. Skóra po nim jest gładka, w miesiącach, w którym go używałam nie ściągał mi skóry i wówczas też jej nie wysuszał. Moja skóra niestety ma tendencję do zapychania, a przy jego używaniu nic takiego nie miało miejsca ;) Jeśli chodzi o wydajność to myślę, że spokojnie starczyłby mi na 2 kolejne miesiące.


Używam aktualnie podkładu True Match N1, kiedyś używałam Revlona Colorstay c/o Ivory, a z Photoready Vanillę nr 02, to tak w kwestii porównania do siebie ;)


Na KWC jest trochę negatywnych opinii o nim, ja jestem z niego naprawdę zadowolona, bo ciężko znaleźć jasny i naprawdę dobry puder. Dzięki niemu odzyskałam zaufanie do pudru jako kosmetyku, bo wcześniej unikałam ich jak ognia- wszystkie były za ciemne, na dodatek tworzyły nieestetyczną pomarańczową maskę na twarzy, pomimo, że w opakowaniu wydawały się jasne. Nakładałam go pędzlem kabuki.


Od dziś w sklepach stacjonarnych Yves Rocher pojawiły się kosmetyki z limitowanej czekoladowej kolekcji ;)


Do wyboru mamy pomarańczę, malinę i pistację w czekoladzie.

Skusiłam się tylko na mleczko do ciała Czekolada&Malina, niezmiernie żałuję, że nie ma dostępnego w wersji pomarańczowej :( Dzięki testerom mogłam sobie powąchać wersję z pistacją, ale to całkowicie nie mój klimat i nie przypadł mi do gustu ;)
Ostatnio trenuję silną wolę i udało mi się nie złamać i nie kupić żeli w wersji pomarańczowej i malinowej, akurat w tym względzie mam nieracjonalnie duże zapasy ;)


Dostałam na początku listopada do domu ulotkę na moje imię i nazwisko, która uprawniała mnie do otrzymania 5 dodatkowych pieczątek przy zakupie 2 produktów (dlatego dokupiłam odżywkę owsianą), a przy zakupie za bodajże minimum 5,90 dostawało się takiego miśka ;) Szkoda tylko, że te elementy srebrne są aż tak świecące, a nie bardziej matowe, ale słodziak z niego, prawda?:)
Mleczko- 19,90, zaś odżywka kosztowała 11,90.

Jeśli chcecie pooglądąć tę kolekcję w całości odsyłam Was do tego linku ;)

6 sierpnia 2013

Yves Rocher Mleczko do ciała Dzika Jeżyna

Witam, niestety mam problemy z internetem w domu i muszę biegać z laptopem po znajomych:(




Jestem już w połowie mleczka z Yves Rocher o zapachu dzikiej jeżyny, także czas na recenzję. Zazwyczaj nie kupuję mazideł do ciała o pojemności większej niż 250 ml, bo zapachy szybko mi się nudzą i w razie gdyby mi się nie spodobał musiałabym się z nim długo męczyć, ale to mleczko mnie pozytywnie zaskoczyło i nie żałuję zakupu.

Producent: "Delikatne mleczko do ciała zapewnia przyjemne chwile każdego dnia. Jego gęsta konsystencja z zawartością jeżyny pozostawia skórę nawilżoną i przyjemnie pachnącą".


Jedyną wadą jest jego opakowanie, bo ma otwór o dużej średnicy i wylewa się czasem zbyt duża ilość mleczka i dodatkowo trzeba uważać by się nie przewróciło, bo momentalnie się wyleje. Aczkolwiek jest przeźroczyste co motywuje mnie do jego zużywania widząc ile go ubywa.



Konsystencja nie jest ani wodnista ani gęsta, można powiedzieć, że po środku, ale mleczko szybko spływa po ściankach co bardzo mnie cieszy, bo nie lubię czekać wieki na to aż będę mogła użyć balsamu, a jest to zaleta z racji tego, że nie można go postawić na otwarciu, więc zapewne nie będę zmuszona do rozcinania opakowania.



Zapach ma niesamowicie przyjemny i lekki. Nie jest duszący, męczący i ani trochę chemiczny. Dokładnie tak wyobrażałam sobie zapach dzikiej jeżyny. Nie utrzymuje się on jednak długo na ciele. 
Jego używanie to sama przyjemność,  mam wrażenie jakbym smarowała się jogurtem jeżynowym ;) Wchłania się błyskawicznie-ok. minuty, mogę go z powodzeniem używać zarówno wieczorem jak i rano, bo nie zostawia żadnej tłustej ani lepkiej warstewki, która przy obecnych upałach byłaby niesamowicie uciążliwa.  


Nawilża bardzo dobrze, co dość rzadko idzie w parze z szybkim wchłanianiem i lekką konsystencją. Skóra po jego użyciu jest miękka i jędrna.

Skład:


Początkowo w składzie same przyjemne składniki: olej ze słodkich migdałów, masło shea, sok z aloesu.


Cena i pojemność: 19,90/400 ml

Polecam go wszystkim ;)