20 września 2013

Sztuczny miód i papierosy? Czyli masło do ciała "Miód i Rooibos" Green Pharmacy

Masło "Miód i Rooibos" Green Pharmacy kupiłam jeszcze w marcu, podniosłam srebrne wieczko, powąchałam i pomyślałam- "zapach jest ok, poczeka do lata", wtedy jeszcze nie wiedziałam jak okrutnie się pomyliłam... 


Zaczynając od opakowania to tak jak w przypadku mojego ulubieńca z różą piżmową i zieloną herbatą, bardzo wygodne: lubię gdy są niewysokie, a mają dużą średnicę, można go zużyć do samego końca. Bezproblemowo się go odkręca i zakręca tłustą dłonią.


Zapach, czyli minus, który po prostu dla mnie przekreśla ten produkt, powoduje, że w momencie, w którym go zużyję zapieję z zachwytu, a za parę lat będę wspominać to masło jako najgorszy balsamowy koszmar mego życia... Tak jak wspomniałam po otwarciu zapach mi się spodobał, wyczuwałam taki harmonijny zapach miodowo-kwiatowy. W kontakcie ze skórą zmienia się dosłownie w odór... Zapach jest sztuczny, miodowy i strasznie intensywny... Ba! na dodatek czasem wyczuwam nuty papierosów w nim... Smarując nim nogi i wychodząc na zewnątrz nadal jest nie do zniesienia, wieczorem- wstając rano i nadal go czuję. Raz miałam taką sytuację, że posmarowałam się nim ok. 10 rano, kilka godzin później wzięłam prysznic, o 18 się spotkałam z TŻ, a on mnie pyta co tak śmierdzi miodem...




Masło to jest bardziej gęste niż wersja z różą, ciężej się go rozsmarowuje i dłużej się wchłania. Dostrzegam także w nim to, że jeśli za dużo się go nałoży na skórę zostawia biały film. Konsystencję ma zbitą. Jest wydajne, ale w tym przypadku jest to minus. Bardzo dobrze nawilża, pozostawiając skórę gładką.

Czemu się tak z nim męczę? Tylko i wyłącznie dlatego, że obiecałam sobie, że w okresie lipiec-wrzesień zużyję 5 balsamów/maseł do ciała by uszczuplić zapasy i mieć satysfakcję, bo jednak wyrzucając go to nie byłoby jej ;)

18 września 2013

Marmurki/maczek od LeMax

Dziś post z marmurkami bądź też jak ktoś woli maczkiem od LeMax ;) Zdecydowałam się na zakup tylko 2 kolorów, a nie kompletu 5, bo czułam, że szybko mi się znudzą i jakoś ten limonkowy do mnie nie przemawiał. 



Jeśli chodzi o szary: trwałość to 3 dni, konieczne były 3 warstwy, ale błyskawicznie wysechł i nie smużył. 




W przypadku różowego również konieczne były 3 warstwy, ale bardzo długo wysychał, po 30 minutach zrobiły mi się nawet odgniotki:( Jego trwałość również pozostawia trochę do życzenia, ponieważ po 2 dniach zaczął mi odpadać płatami.




Na ich korzyść przemawia cena, ponieważ zapłaciłam za każdy 2,70 ;)

16 września 2013

Savage i Raw Plum: nowe żelowe kredki SuperShock i kredki z gąbką Avon

Dziś post o nowych odcieniach żelowych kredek SuperShock, czyli Savage i Raw Plum oraz o nowych kredkach z gąbką, które posiadam w 3 odcieniach: Cobalt Blue, Deep Violet i Bronze Sheen (dostępna jest też True Black, której nie kupiłam). Miały być dwa oddzielne posty, ale nie chce Was zanudzać Avonem ;))

SuperShock jak zwykle mnie nie zawiodły: są miękkie, bardzo dobrze napigmentowane, utrzymują się cały dzień i te konkretne kolory nie odbijają się na powiecie. 
Minusem jest jedynie to, że wymagają temperowania.

Savage to turkus z domieszką zieleni, a Raw Plum to śliwkowy kolor.





Savage na oku: 




Raw Plum na oku: 




  Na poniższych zdjęciach kredki SuperShock jednokrotne pociągnięcie kredki:

Dla porównania wycofana Aqua Pop i Savage:


Wycofana Blackberry i Raw Plum.



Teraz parę słów o kredkach do oczu z gąbką. Zacznę od tego, że nazywanie jej końcówki gąbką to mocno naciągane... jest to po prostu kawałek śmierdzącej gumy i do tego dość wątpliwej jakości...




Po jednym pociągnięciu kredki: 

Czterokrotne pociągnięcie kredki:


Producent pisze o:
- wyrazistych kreskach: bzdura, jest twarda i słabo napigmentowana
- gąbeczce do rozcierania: jak wyżej
- gładka aplikacja: nie powiedziałabym, bo trzeba się z nią namęczyć

Odrobinę różni się od brązu i fioletu niebieska- Cobalt Blue, jest odrobinę bardziej miękka i lepiej napigmentowana, ale cóż z tego skoro się okropnie rozmazuje i odbija na górnej powiece...

Deep Violet:

Cobalt Blue:

Bronze Sheen:


Nie polecam ich w ogóle z tego względu, że nawet jeśli ktoś lubi twarde kredki to co z tego skoro pigmentacja jest do niczego.

14 września 2013

Owocowe mleczko do ciała Granat i Mango Avon Naturals

Dziś zapraszam na recenzję lekkiego, a zarazem całkiem przyzwoicie nawilżającego mleczka do ciała o zapachu Granatu i Mango z Avonu. Co prawda kupione jeszcze w grudniu za zawrotną cenę 5,99 zł, ale regularnie stosować go zaczęłam dopiero w połowie sierpnia, bo zimą wolałam bardziej treściwe mazidła i zapach bardziej wpisuje się w letnią porę ;)


Opakowanie to niestety jego minus, bo jest wykonany z bardzo twardego plastiku i wyciskaniu go nie ma mowy, trzeba czekać aż ścieknie po ściankach. Na ten moment stoi na wieczku, bo straciłam cierpliwość do niego... Konsystencję ma typową dla mleczka, mniej gęstą od balsamów, dość rzadką. Biorąc pod uwagę jego pojemność tj. 200 ml jest dość wydajny.

Zapach jest owocowy, słodki, średnio intensywny i bardzo długo utrzymuje się na skórze. Stosując go na noc, gdy budzę się rano wciąż go czuję ;)  



Jak już wspomniałam zimą był dla mnie za lekki dla mojej bardzo suchej skóry. Obecnie ubóstwiam go, bo świetnie nawilża i nie jest to krótkotrwały efekt, szybko się wchłania nie pozostawiając nawet minimalnej warstewki, więc spokojnie można posmarować się nim rano, ubrać się i wyjść z domu bez dyskomfortu.

Skład, który na pewno nie spodoba się przeciwniczkom parafiny w kosmetykach do ciała, ogólnie nie jest za dobry, ale moja fiksacja w kwestii sprawdzania składów odnosi się tylko do kosmetyków do włosów i twarzy ;)



W działaniu i konsystencji przypomina mi jeżynowe mleczko od Yves Rocher, mam wrażenie jakbym smarowała się jogurtem- coś wspaniałego ;)

12 września 2013

Lovely Pearl Nails nr 1: mani kawiorowy


Witam, dziś chciałam Wam pokazać mój pierwszy manicure z użyciem kawioru zwany także bulionem:) Posiadam numer 1, a składa się on z perełek kobaltowych, szarych i fioletowych. Kupiłam je jeszcze w czerwcu, ale z ich użyciem zwlekałam aż do teraz, w sumie wydawało mi się to bardzo czasochłonne, a niesłusznie ;) Sypałam je bezpośrednio na niezaschnięty jeszcze lakier (Sensique nr 169) z buteleczki- bezproblemowo pokrył się cały paznokieć, efekt mnie niesamowicie zauroczył. Cały proces zajął mi góra 2 minuty ;) Próbowałam je potraktować utwardzaczem, ale niestety zrobiły mi się momentalnie srebrne!









Niestety jest to ozdoba góra na 1 dzień, ponieważ przy lekkim uderzeniu w cokolwiek zaczynają odpadać. Nałożyłam je rano, a po wieczornej kąpieli z ferii barw zrobiły mi się po prostu srebrne perełki, które wyglądały również ciekawie, ale już rano zaczęły masowo emigrować z paznokci.

Wiem, że dużo osób popuka się w głowę i powie, że 6,69 zł za takie perełki to drogo jak za zboże, ale czasem babskie zachcianki biorą górę ;) W takiej samej cenie (aczkolwiek ręki nie daję sobie uciąć) był dostępny lakier bazowy, z którego ja zrezygnowałam ;)


P.S. Mój TŻ stwierdził, że te perełki wyglądają musztarda z ziarnami gorczycy... ;-) Zaskakujące skojarzenie:P